Nie zauważyli raka, leczyli paracetamolem. Pacjentka zmarła

Małgorzata Agaciak
17.03.2010 , aktualizacja: 17.03.2010 23:15
A A A Drukuj
Zofia Sturis przez pół roku skarżyła się na ostry ból barku i pleców. Lekarze z przychodni w Chojnowie (Dolnośląskie) diagnozowali rwę kulszową, dyskopatię i przepisywali paracetamol. W styczniu okazało się, że to końcowe stadium raka.
Wrocławski sąd nakazał szpitalowi wypłacenie odszkodowania za śmierć pacjentki, choć wcześniej nie orzeczono winy żadnego lekarza
Fot. Sławomir Kamiński/AG
Wrocławski sąd nakazał szpitalowi wypłacenie odszkodowania za śmierć pacjentki, choć wcześniej nie orzeczono winy żadnego lekarza
W sierpniu Zofia Sturis skarży się na ostry ból lewego barku. Lekarz przepisuje leki przeciwbólowe. Skierowanie do ortopedy chora dostaje dopiero po miesiącu - opowiada syn pani Zofii, Dionisios Sturis. - Podczas jednej z wizyt ortopeda mówi, że mama symuluje. Po kilku tygodniach pojawia się ból kręgosłupa. W opisie zdjęcia radiolog stwierdził, że złamany jest jeden z kręgów lędźwiowych. Po Nowym Roku ból jest tak duży, że mama przestaje już chodzić. Trafia do przychodni na noszach. Lekarka ignoruje opis i diagnozuje wypadnięcie dysku - wspomina syn.

Na ból? Paraceamol

Córka pani Zofii przed kolejną wizytą podała mamie leki przeciwbólowe, żeby ta mogła dojść do przychodni. - Lekarka stwierdziła, że skoro mama przyszła na własnych nogach, to jest jej już lepiej. Więc przepisuje... paracetamol - opowiada Urszula Kochan.

Dopiero 19 stycznia pani Zofia trafia do szpitala w Zgorzelcu. - Usłyszeliśmy diagnozę: rak nerki z przerzutami do płuc, wątroby i kości. Te bóle barku i kręgosłupa to efekt przerzutów. Po trzech tygodniach mama zmarła - opowiada syn.

Napisał skargę do przychodni na czterech lekarzy, którzy leczyli mamę: Janinę G., Jarosława S., Henryka P. i Grigorija B. - Winię ich za cierpienie moje mamy, za to, że lekceważyli jej ból, że nie zlecili podstawowych badań, że stwierdzali wypadnięcie dysku, gdy wynik zdjęcia wyraźnie wskazywał na złamanie kręgu i za to, że ignorowali, gdy moja mama chudła w oczach, miała nocne poty, biegunki i wymioty - wylicza Sturis.

Nie pamiętam, ale mogłam przeoczyć

Lekarze odpisali rodzinie. Henryk P. tak tłumaczy dlaczego nie zlecił zdjęcia rentgenowskiego: "Tego dnia chora skarżyła się na silny ból kręgosłupa z promieniowaniem do kończyn dolnych. W badaniu stwierdziłem bolesność kręgosłupa i objawy korzeniowe. Podczas ostatniej wizyty w moim gabinecie, to jest 18 grudnia, nie było powodu ani do pilnego wykonania RTG czy też hospitalizacji na oddziale neurologicznym."

Janina G. nie pamięta zdjęcia, na którym widać złamany krąg i pisze tak: "W chwili obecnej nie przypominam sobie faktu pokazania mi zdjęć RTG kręgosłupa. Nie wykluczam jednak, że tak było, że przeoczyłam uszkodzenie kręgu. Być może było to związane z potrzebą szybkiej interwencji, badania cierpiącego oraz wdrożenia szybkiego leczenia."

Kierownik przychodni , Bolesław Jakubiak na razie poprosił o wyjaśnienia. - Pisma przekazałem rodzinie, wyślę je też do NFZ-u. Na razie nie zamierzam zawieszać lekarzy w obowiązkach - tłumaczy.

Prokuratura wszczęła już śledztwo w sprawie nieumyślnego spowodowania śmierci. Grozi za to do 5 lat więzienia. Joanna Sławińska -Dylewicz z Prokuratury Okręgowej w Legnicy mówi, ze dochodzenie będzie bardzo skomplikowane. - Sprawy, które dotyczą ewentualnych błędów lekarskich, wymagają wielu dowodów, przeanalizowania historii choroby, dokumentacji. Potem jeszcze opinie biegłych. To są bardzo trudne śledztwa.

Zlekceważona

Sprawie przygląda się tez rzecznik praw pacjenta. - Z dokumentacji wynika, że pani Sturis wiele razy chodziła do lekarzy, sygnalizowała poważne dolegliwości i wszyscy to lekceważyli. No to jak można wcześnie wykryć raka, skoro lekarz, nasz najbliższy, czyli tej podstawowej opieki zdrowotnej, w ogóle nie reaguje? - pyta retorycznie Małgorzata Sadowy-Piątek. Dodaje też, że zaniedbania w chojnowskiej przychodni były ogromne. Bo rzadko się zdarza, żeby po tak długim leczeniu lekarze nie zauważyli nowotworu w końcowym stadium.

- Nie szukamy winnych śmierci mamy, ale chcemy, by lekarze poczuli się odpowiedzialni za błędy - mówią dzieci Zofii Sturis. - Mama była traktowana jak kawałek drewna, jak worek ziemniaków. Ale my chcemy pokazać, że nie można tak traktować pacjentów. Lekarze muszą zrozumieć, że pacjent to człowiek, który wierzy w ich wiedzę i doświadczenie.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się