Cały tekst Biuletynu IPN>> Historyk
IPN Wojciech Sawicki opisał dokument kontrwywiadu STASI z 1986 r. Jest w nim mowa, że "rozwój ścisłych związków pomiędzy gen. broni Kiszczakiem i gen. armii Jaruzelskim rozpoczął się w początku lat 50., gdy tow. Jaruzelski był oficerem wykładającym w wojskowej Akademii Sztabu Generalnego. Towarzysz Kiszczak był w tym czasie kapitanem odpowiedzialnym za ochronę kontrwywiadowczą na tej uczelni".
"W roku 1952 tow. Jaruzelski został pozyskany przez kpt. Kiszczaka jako 'nieoficjalny współpracownik', przez niego zaprzysiężony i wykorzystany do wykonania zadań kontrwywiadowczych. Współpraca została oceniona jako bardzo aktywna i wartościowa" - głosi dokument. Według niego, gdy "w końcu roku 1952 ówczesny szef Głównego Zarządu Politycznego WP, gen. Kazimierz Witaszewski, zażądał zwolnienia tow. Jaruzelskiego z armii z powodu burżuazyjnego pochodzenia, tow. Kiszczak postarał się o odpowiednie dowody na nadzwyczaj pozytywną postawę i nastawienie tow. Jaruzelskiego do państwa i armii".
"Nie ma sensacji" - To jest stary kwit, nad którym w Polsce dyskutowano już w 2005 roku. Opublikowało go "Życie Warszawy". Przedstawia analizę relacji Kiszczak-Jaruzelski napisaną w 1986 roku - mówi Paweł Wroński z "Gazety Wyborczej". Zdaniem Wrońskiego, relacja jest raczej wytworem wyobraźni oficera STASI. - On nie miał pojęcia, jak wyglądały relacje Kiszczak-Jaruzelski w 1952 roku - mówi.
Jak dodaje, informacje o współpracy Jaruzelskiego z Informacją Wojskową są już w zapisach z 48 roku. - Nagle się okazuje, że ówczesny kapitan Kiszczak werbuje Jaruzelskiego 6 lat później. Jak się pojawiła ta informacja nawet historycy IPN byli bardzo, bardzo ostrożni. Nawet się podśmiewywali z tego dokumentu - mówi.
- Nie ma tu żadnej sensacji. Nagłaśniając ten dokument chce zwrócić na siebie uwagę - mówi Wrroński.
"Brednie, bzdury" - Mogę to określić tylko jednym słowem - brednia - powiedział gen. Jaruzelski. - Brednia! Jest to coś tak koszmarnie głupiego, Kiszczak był wtedy w Marynarce Wojennej, był szefem kontrwywiadu w Marynarce Wojennej, jakim cudem on mógł tu, w Warszawie, kogoś werbować, jeszcze w dodatku mnie? - mówił.
- Jest to tak idiotyczne - różne rzeczy słyszałem, ale to jest tak idiotyczne. W ogóle na oczy wtedy Kiszczaka nie mogłem widzieć. On był w Marynarce Wojennej, w zupełnie innym układzie - powiedział gen. Jaruzelski.
Doniesieniom IPN zaprzecza również gen. Kiszczak. - W 1952 r. byłem szefem kontrwywiadu 18. dywizji w Ełku, siedziałem w lesie i pojęcia nie miałem, że istnieje człowiek o nazwisku Jaruzelski. Dopiero w II połowie lat 50. dowiedziałem się o tym nazwisku, a gen. Jaruzelskiego poznałem pod koniec lat 60. albo na początku lat 70. - powiedział Kiszczak.
- Kompletna bzdura, nie wiem, skąd to wzięto, skąd ta prowokacja, kto to wymyślił, po co wymyślił. Pojęcia nie mam. Nie trzyma się to kupy - dodał. Gen. Kiszczak zaprzeczył też, by kiedykolwiek był oficerem kontrwywiadu Akademii Sztabu Generalnego. - W latach 1954-57 byłem formalnym, dziennym słuchaczem Akademii Sztabu Generalnego i nigdy nie odpowiadałem za ochronę kontrwywiadowczą uczelni - powiedział.
- Absolutnie nie polega to na prawdzie - dodał odnosząc się do publikacji IPN.