Maluchy żyją w domach dziecka, nikt nie dba o adopcję

Anna Gmiterek - Zabłocka, TOK FM
17.03.2010 , aktualizacja: 17.03.2010 13:20
A A A Drukuj
Choć mogłyby mieć normalną rodzinę, są skazywane na życie w placówce opiekuńczej. Rzecznik Praw Dziecka alarmuje: mam sygnały, że kilkuletnie maluchy zbyt długo przebywają w domach dziecka. Bo nikt nie wszczyna procedury adopcyjnej albo procedura trwa zbyt długo. Rzecznik interweniuje m.in. u ministra sprawiedliwości i w Najwyższej Izbie Kontroli.
Kadra domu dziecka w warszawskich Pyrach przez półtora roku nie zgłosiła do adopcji 5-letniego dziś Marka. Skazano go tym samym na pobyt w placówce. Podobne zaniedbania stwierdzono w stosunku do sześciu innych wychowanków. - Ale takich przypadków w całej Polsce jest więcej i trzeba z tym walczyć - mówi rzecznik Marek Michalak. I argumentuje, że pobyt dziecka w placówce to najgorsze rozwiązanie z możliwych. - Tym bardziej, że jest przecież więcej rodzin oczekujących na dziecko niż dzieci do adopcji - dodaje.

Rzecznik Praw Dziecka wysłał pismo m.in. do minister pracy Jolanty Fedak. Zwraca uwagę, że domy dziecka powinny jak najszybciej zgłaszać dzieci do adopcji. - Przepisy są jasne: dyrektor powinien niezwłocznie po unormowaniu sytuacji dziecka zgłosić je do banku danych w ośrodku adopcyjnym - mówi Sławomir Piotrowski z Urzędu Wojewódzkiego w Lublinie, który na co dzień kontroluje placówki opiekuńczo - wychowawcze. Uregulowanie sytuacji dziecka to np. odebranie rodzicom praw rodzicielskich

Czasami placówki zwlekają ze zgłoszeniem dziecka do adopcyjnej bazy danych. Dlaczego? - To jest okrutne i dość cyniczne, ale wynika to m.in. z tego, że jak jest małe dziecko to opieka nad nim w placówce jest znacznie wygodniejsza niż opieka nad np. zbuntowanym dwunastolatkiem - mówi Barbara Paczos z Ośrodka Adopcyjno - Opiekuńczego w Lublinie. Zastrzega, że w lubelskim ośrodku dzieci do adopcji zgłaszane są na bieżąco, ale nie wszędzie tak jest.

Winne są nie tylko domy dziecka

Bywa, że kilkuletni maluch musi mieszkać w placówce nie z powodu zaniedbań w domu dziecka, ale dlatego, że przedłuża się procedura w sądzie. Stąd pismo rzecznika także do ministra sprawiedliwości. Rzecznik zwraca uwagę, że część sądów rodzinnych nie działa jak należy i zbyt długo nie zajmują się uregulowaniem sytuacji prawnej dziecka. - Poważnym problemem są odległe terminy rozpraw (nawet 9-miesięczne). Takie opóźnienia zmniejszają szansę małych dzieci na adopcję - pisze rzecznik. Przypomina, że każdy nie tylko rok, ale nawet miesiąc spędzony niepotrzebnie w placówce jest ewidentnym naruszeniem prawa dziecka do wychowania w rodzinie.

Rzecznik, w rozmowie z TOK FM, podkreślił, że na szczęście nie wszędzie tak jest. - Skontrolowałem określoną ilość placówek i mam określone wnioski, ale one nie dotyczą wszystkich placówek, wszystkich sądów i całej Polski - dodaje. Jak duża jest zatem skala problemu? Rzecznik chciałby, by zbadała to Najwyższa Izba Kontroli

Podziel się