Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego liczy, że sprawę dopingu biegaczki uda się wyjaśnić do 27 marca. - Będziemy wtedy fetować sukces olimpijski, będziemy wręczać nagrody. Może jestem przesadnym optymistą, ale moim marzeniem jest żeby do tego dnia problem dopingu w Vancouver został wyjaśniony. Z podaniem winnych - mówił w programie "Jeszcze więcej sportu". Piotr Nurowski zapewnił, że nawet jeśli wyjaśnianie sprawy potrawa dłużej, "nie będzie to zamiecione pod dywan".
Prezes PKOl po ujawnieniu wyników próbki B nie rozmawiał z zawodniczką. Ale gdyby miał taką okazję... dodałby jej otuchy. - Patrząc jej prosto w oczy wyraziłbym ubolewanie, ale też współczucie. I wyraził nadzieję że ona za 3-4 lata, jeszcze raz zaangażowała się w uprawianie sportu. Trzymam za nią kciuki, żeby wyciągnęła wnioski. Ja jej poza wszystkim po ludzku współczuję - przyznał.
Choć równocześnie stwierdził, że trudno mu uwierzyć, że Kornelia Marek była jedynie pionkiem. - Dojrzewam do tego, że to nie było tak że Kornelia kupiła sobie na czarnym rynku kilka ampułek EPO i sama sobie wstrzykiwała. To jest wręcz niemożliwe - powiedział w TOK FM. - Jeżeli świadomie brała, to czuję się oszukany. Ale nie tylko ja - też cała sportowa Polska, sponsorzy, jej koleżanki i koledzy - dodał.
Co powiedziałby temu, kto podawał zawodniczce EPO? - Pewnie po chrześcijańsku chciałbym mu wybaczyć. Ale patrząc mu w oczy powiedziałbym: człowieku nie możesz być w sporcie, dożywotnio zostaniesz zdyskwalifikowany. Żyjesz z obciążonym sumieniem, bo naraziłeś na utratę zdrowia, a może i nawet życia tę młodą dziewczynę - mówił w TOK FM.
"To poważny ślad" PKOl poinformował wczoraj, że badanie próbki B potwierdziło doping Kornelii Marek. Dziś została podjęta decyzja o odebraniu Marek stypendium i usunięciu jej z reprezentacji.
Zawodniczka cały czas utrzymuje, że nie wiedziała, że wstrzykiwane jej substancję są zabronione. Jak dowiaduje się reporter TOK FM, cień podejrzeń pada na lekarza i fizjoterapeutę grupy narciarek, w której była Marek, czyli na doktora Witalija Trypolskiego.
- Zawodniczka przyznała w PZN, że doktor Trypolski wykonywał m.in. zastrzyki dożylne w okresie przygotowawczym do Igrzysk Olimpijskich - powiedział TOK FM doktor Stanisław Szymanik z Polskiego Związku Narciarskiego.
Czytaj więcej Nurowski pytany o ten wątek stwierdził: "to poważny ślad". - Ten lekarz był w sztabie polskich biegaczek jako fizjoterapeuta - powiedział w programie "Jeszcze więcej sportu". Według szefa PKOl szybkim sposobem wyjaśnienia sprawy byłaby konfrontacja zawodniczki i lekarza. - Nie chciałabym dziś jednoznacznie przesądzać o czyjejś winie - podkreślał.
Ostatni dzwonek dla polskiego sportu Kulisy afery dopingowej ma wyjaśnić Polskie Związek Narciarski. Ale jak przyznał Piotr Nurowski "śledczym" nie będzie łatwo. - Boję się zmowy milczenia. Jak czytamy oświadczenia zawodniczki i trenera to powinniśmy zacząć szukać tej gromadki krasnoludków które wprowadziły EPO do żył Korneli Marek - powiedział w programie "Jeszcze więcej sportu". Według Nurowskiego sprawa Marek oraz kolarzy Pawła i Kacpra Szczepaniaków to "ostatni dzwonek alarmowy dla polskiego sportu". - Mnie zależy na czystym, szlachetnym sporcie. Precz z dopingiem - podkreślał.