Ustalono operatorów numerów, z których korzystali autorzy gróźb. Teraz już tylko krok do pozyskania danych właścicieli poszczególnych telefonów. - Liczę na to, że w nieodległym terminie sprawa zostanie zakończona postawieniem zarzutów i przygotowaniem aktu oskarżenia, komentuje pokrzywdzony parlamentarzysta - mówi w "Naszym Dzienniku" Stanisław Pięta.
Poseł Pięta przez kilka tygodni otrzymywał obraźliwe SMS-y od homoseksualnych aktywistów po tym, jak zaprotestował przeciwko wystawie "Ars Homo Erotica" planowanej w Muzeum Narodowym w Warszawie na lipiec br.
Poseł początkowo zamierzał sprawę zbagatelizować, ale inwektyw i pogróżek było coraz więcej, w tym liczne SMS-y z groźbami śmierci Lawina niewybrednych określeń pod adresem parlamentarzysty pojawiła się także na portalach i forach internetowych odwiedzanych przez homoseksualistów.
- Przypuszczam, że prokuratura zajęła się tym na poważnie, bo zwróciłem uwagę, iż niektórzy z autorów, właściciele telefonów, próbują uchylać się od odpowiedzialności, że to ktoś ze znajomych korzystał z ich aparatów albo nastoletni synek wysyłał te SMS-y - relacjonuje Stanisław Pięta. - Przykładowo, z jednego z numerów telefonów, z którego wcześniej przychodziły groźby i obraźliwe teksty, poseł otrzymał wiadomość, że sam jest sobie winien, iż "ktoś z naszego środowiska, korzystając z mojego aparatu, wysłał takie wiadomości". - Sądzę, że tego właściciela telefonu już odwiedziła
policja, skoro taki głupi tekst do mnie napisał - przypuszcza parlamentarzysta.