- Z każdym miesiącem potencjał do nowego konfliktu spada - uspakajał Dąbrowski. - Saakaszwili ma teraz sytuację tak skomplikowaną, że dla niego kolejna wojna oznaczałaby koniec snów o prezydenturze, być może nawet ryzyko utraty życia. Z kolei dla Rosjan sytuacja obecna jest na tyle wygodna, a koszty kolejnej wojny na tyle wysokie, że w tym roku wydaje się, że zagrożenie nowym konfliktem jest minimalne - tłumaczył poranny gość
TOK FM.
Czy emisja tego filmu była po prostu redaktorskim pomysłem czy za tym stała jakaś polityczna kalkulacja, chęć wywołania napięcia? - W państwie, w którym jest wolność mediów można oczekiwać, że prywatna
telewizja emituje materiały, które rodzą się w samej redakcji - mówił redaktor naczelny kaukaz.pl.
- W Gruzji sytuacja jest jednak trochę odmienna. Demokracji jest mniej niż zaraz po Rewolucji Róż, telewizja była niegdyś opozycyjna, teraz jest to telewizja prywatna, aczkolwiek kontrolowana przez człowieka pochodzącego z obozu władzy. Wydaje się uprawniona teza, że ten materiał był w pewnej mierze konsultowany z kręgami obecnej władzy. Trudno oczekiwać, że tak mocny materiał mógłby ukazać się bez przyzwolenia najwyższych władz państwowych - podkreślał Krzysztof Dąbrowski.
- Wielu gruzińskich opozycjonistów, a także ekspertów stawia na opcję, że ten materiał był inspirowany przez władzę centralną, a przemawia za tym kilka czynników - mówił Dąbrowski w TOK FM. - Przede wszystkim w tym filmie opozycja gruzińska, tzn. Nino Burdżanadze, jest przedstawiana jako ta osoba, która zdradza kraj w potrzebie - tłumaczył Krzysztof Dąbrowski. - Ten film wpisuje się poniekąd w kampanię wyborczą.
Gruzja 30 maja przeprowadza wybory samorządowe. Będzie bardzo poważna batalia o mera Tibilisi, a to stanowisko jest trampoliną do prezydentury - podsumował poranny gość TOK FM.