Fot. Sławomir Kamiński / AGHelikopter którym leciał Leszek Miller
Roku więzienia w zawieszeniu na dwa lata domaga się prokuratura dla ppłk Marka Miłosza, oskarżonego o umyślne sprowadzenie ryzyka katastrofy i nieumyślne spowodowanie wypadku śmigłowca z ówczesnym premierem Leszkiem Millerem na pokładzie.
Według prokuratora, Miłosz powinien był przewidzieć ryzyko oblodzenia, które - jak ustaliła Komisja Badania Wypadków Lotniczych - było przyczyną wyłączenia silników i rozbicia śmigłowca.
Zdaniem prokuratora, Miłosz mimo ryzyka oblodzenia, nie włączył ręcznego trybu instalacji przeciwoblodzeniowej, pozostawiając ją w trybie automatycznym.
Obrona wnosi o uniewinnienie
Obrona przekonywała, że ppłk. Miłosz nie wiedział o grożącym oblodzeniu, ponieważ takiego ostrzeżenia nie zawierały dostarczone mu komunikaty meteorologiczne, a temperatura w momencie startu wynosiła ponad plus pięć stopni Celsjusza.
Adwokat Andrzej Werniewicz argumentował, że pilot prawidłowo wykonywał podejście do lądowania i nie wiedział o niesprawności czujnika oblodzenia.
Po zapoznaniu się z faktami, obrońcy Miłosza wnoszą o jego uniewinnienie.
Sam Miłosz prosił sąd, by wydając wyrok uwzględnił wiedzę, jaką dysponowała załoga tamtego dnia, a nie wszystkie ustalenia, poczynione przez ekspertów już po wypadku.