Kosek przed komisją hazardową: Stałem się bohaterem mimo woli

prot, zsz, PAP
12.03.2010 , aktualizacja: 12.03.2010 17:06
A A A Drukuj
Beata Kempa przed przesłuchaniem Jana Koska Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta Beata Kempa przed przesłuchaniem Jana Koska
Ze względu na stan zdrowia, to komisja hazardowa pojechała do świadka - biznesmena z branży hazardowej - Jana Koska. Wyjątkowo jej obrady odbywają się w Krakowie. Biznesmen zeznał, że nigdy nie prosił Zbigniewa Chlebowskiego, żeby blokował ustawę hazardową.
Zbigniew Wassermann
Fot. Michał Łepecki / Agencja Gazeta
Zbigniew Wassermann


W czasie zeznań przed sejmowymi śledczymi Kosek wielokrotnie mówił, że nie prosił nigdy Chlebowskiego, by cokolwiek blokował. Jak tłumaczył, jego rozmowy z nim na ten temat wynikały z tego, że pisma, które wysyłał w tej sprawie do Ministerstwa Finansów, nie odnosiły żadnych skutków. Opowiadał, że zaczął się zastanawiać czy argumentacja, którą w nich zawarł, jest czytelna i m.in. o to pytał Chlebowskiego.

Biznesmen pytany o słowa Chlebowskiego, które padły w rozmowie z Sobiesiakiem: "blokuję tę sprawę dopłat od roku" odpowiedział, że według jego wiedzy polityka PO nikt nie prosił o blokowanie tej sprawy. - To zostało wyłapane ze stenogramów, natomiast nikt więcej nie potwierdził, że gdziekolwiek z tym blokowaniem do kogokolwiek chodził - stwierdził Kosek. Przesłuchanie trwało 5 godzin i zakończyło się po godzinie 16.00.

Praca dla córki Sobiesiaka

Jan Kosek uważa, że nie należy przeceniać znaczenia próby wprowadzenia córki Ryszarda Sobiesiaka do Totalizatora Sportowego. - Rynek można przejąć tylko w jeden sposób, przez przejęcie udziałów - ocenił w piątek biznesmen przed hazardową komisją śledczą.

- Wiem, że pan Sobiesiak szukał pracy dla córki, bo nawet do mnie się w tej sprawie zwracał, czy w jednej z naszych spółek, w której ja uczestniczę, nie byłoby dla niej miejsca - zeznał Kosek.

W jego ocenie członek zarządu Totalizatora nie ma praktycznie żadnej władzy. Jak mówił, przypuszczał, że skoro córka Sobiesiaka wystartuje w konkursie o stanowisko w spółce Skarbu Państwa, to będzie badana i pojawią się informacje, że jej ojciec działał na rynku gier, a to będzie w jakiś sposób "ją dyskredytować".

Nie było działań wobec Kapicy

Nie było żadnych działań, które miałyby na celu skompromitowanie wiceministra finansów Jacka Kapicy - powiedział w piątek przed komisją hazardową biznesmen branży hazardowej Jan Kosek. Jak tłumaczył, taki pomysł pojawił się w emocjonalnych, prywatnych rozmowach. Dodał, że nie podejmowano takich działań także wobec ówczesnej wicedyrektor departamentu odpowiedzialnego za rynek gier Anny Cendrowskiej.

Z materiałów CBA, które trafiły do komisji wynika, że Kosek wraz z Ryszardem Sobiesiakiem chcieli usunięcia ze stanowiska Kapicy i uzgadniali, że przekażą swoim rozmówcom, że "s...syn bierze łapówy" i że "ch... nie chce dobrze dla Skarbu Państwa". W kolejnej rozmowie mówili: "Najlepiej będzie wyrzucić ministra i tę jego dyrektorkę".

To Kapica i Kamiński zagrażali interesowi kraju

W swobodnej wypowiedzi Kosek powiedział, że bez swojej woli stał się negatywnym bohaterem tzw. afery hazardowej i zagrożeniem dla interesu ekonomicznego kraju.

W jego ocenie, rzekome zagrożenie interesu ekonomicznego państwa powstało w gabinetach dwóch urzędników państwowych. Wiceminister Jacek Kapica - zdaniem Koska - wbrew zdrowemu rozsądkowi, wbrew opinii ekspertów, forsował nierealny pomysł "obłożenie graczy podatkiem od chęci gier". - Wyliczył przy tym wirtualne kwoty, które zgodnie z jego postanowieniem wpłyną do budżetu - dodał.

Były szef CBA Mariusz Kamińskiz kolei - według Koska - bez chęci wniknięcia w istotę zagadnienia "bezkrytycznie przyjął założenia o zagwarantowanych wpływach do budżetu z tytułu dopłat", a "wszyscy, którzy ośmielili się mieć inne zdanie stali się dla niego wrogami publicznymi, których należy inwigilować i podsłuchiwać"..

Kapica - zauważył biznesmen - przejął pomysł poszerzenia katalogu gier objętych dopłatami od poprzedników, "stał się jego gorącym wyznawcą i forsował jego wprowadzenie, głuchy na wszystkie uwagi krytyczne". Kosek zaznaczył, że według jego wiedzy dopłaty nie są stosowane nigdzie na świecie i to powinno - jak powiedział - zapalić czerwone światło. Podkreślił, że w krajach o dużej tradycji hazardu taki podatek nie występuje, a wprowadzenie dopłat byłoby nie tylko trudne technicznie, ale miałoby negatywne skutki dla wszystkich zainteresowanych.

"Przez dopłaty straciłby Skarb Państwa"

Eksperyment z wprowadzeniem dopłat do gier skończyłby się katastrofą dla branży hazardowej i dodatkowym uszczerbkiem dla budżetu państwa - stwierdził Jan Kosek. Omawiając trudności techniczne z wprowadzeniem dopłat Kosek powiedział, że wymagałoby to przeprogramowania ponad 50 tys. automatów. Biznesmen podkreślił, że nie jest w stanie nawet oszacować kosztów takiej operacji. Tłumaczył, że później automaty musiałyby przejść ponowną procedurę rejestracji, automaty byłyby wyłączone, a budżet państwa w tym czasie nie otrzymywałby wpływów.

- Ewentualne wpływy z dopłat, z pewnością nie 500 mln zł rocznie, nie równoważyłyby topnienia wpływów z regularnych podatków - uważa Kosek. - Eksperyment skończyłby się katastrofą dla branży i dodatkowym uszczerbkiem dla budżetu. Wtedy postawienie autorom takiego eksperymentu zarzutu stworzenia zagrożenia dla bytu ekonomicznego państwa miałoby realne, a nie wirtualne podstawy - ocenił biznesmen.

Wyjątkowe przesłuchanie

Przesłuchanie Jana Koska odbywa się w Krakowie ze względu na stan jego zdrowia. Poddawany jest obecnie zabiegom chemioterapii. Z tego również powodu złożył wniosek o zakaz nagrywania i filmowania przez media jego przesłuchania, na co komisja się zgodziła.

- Nie jestem królem, baronem ani rekinem branży hazardowej, nie posiadam i nigdy nie posiadałem udziałów w spółce posiadającej kasyna - to słowa biznesmena Jana Koska, jakie padły na początku jego wolnej wypowiedzi przed hazardową komisją śledczą. Kosek, wyraził tez nadzieję, że jego wyjaśnienia pozwolą utworzyć inny obraz branży hazardowej niż ten przedstawiany przez media.

Drugi lobbysta

Posłowie śledczy są zgodni, że to jedno z kluczowych przesłuchań. Według ustaleń CBA, Jan Kosek i inny biznesmen branży hazardowej Ryszard Sobiesiak zabiegali - w trakcie prac nad zmianami w tzw. ustawie hazardowej w latach 2008-2009 - o rezygnację z wprowadzenia dopłat do gier na automatach o niskich wygranych. Według materiałów CBA, to właśnie na rzecz tych dwóch biznesmenów mieli lobbować politycy PO Zbigniew Chlebowski i Mirosław Drzewiecki.

Były szef CBA Mariusz Kamiński, zeznając w styczniu przed komisją, powiedział posłom, że gdy w lipcu 2008 r. Kosek i Sobiesiak dowiedzieli się, że w projekcie ustawy hazardowej jest zapis o wprowadzeniu dopłat i to na wniosek ówczesnego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego byli "w szoku". - Padają słowa: musimy wyprostować Mirka, musimy natychmiast się spotkać z Mirkiem i ze Zbyszkiem - mówił Kamiński, relacjonując stenogramy z podsłuchów przeprowadzonych przez CBA.

Najgorętsze momenty komisji hazardowej. Kliknij na zdjęcie, aby obejrzeć: Kliknij, by obejrzeć

Zobacz więcej na temat:

Podziel się