Staniszkis w nowej książce: o niańce, która była kapo, i biciu smyczą przez partnera

Do księgarń trafiła książka "Staniszkis. Życie umysłowe i uczuciowe". W wywiadzie-rzece z Cezarym Michalskim socjolog mówi otwarcie nawet o trudnych i intymnych doświadczeniach. Fragmenty książki publikuje "Polska the Times".
Jadwiga Staniszkis szczerze opowiada o swoim dzieciństwie, latach studenckich i związkach z mężczyznami. Odsłania się jako kobieta, bezkompromisowo mówi o strachu, przemocy, wściekłości, poczuciu winy, odejściach i powrotach jej bliskich.

Wczesne lata życia w powojennym, zrujnowanym Gdańsku, były naznaczone sytuacjami, które publicystka określa jako "misterium strachu".

Staniszkis wspomina o niańce, "zdrowej, kaszubskiej dziewoi" i jej metodach wychowawczych. "I ta niania stawiała obok łóżeczek dziecinnych miskę z zimną wodą morską i gąbkę. Dziecko było wpychane od razu z łóżeczka do tej miski i nacierane wodą morską" - opowiada. "Byliśmy z bratem zamykani przez nią za karę w różnych ciemnych komórkach" - dodaje. Opiekunka została ostatecznie zwolniona przez matkę Staniszkis, gdy wyszło na jaw, że w czasie wojny była kapo w obozie w Stutthofie.

O miłości i bliźnie, która pozostała na całe życie

Staniszkis wspomina też pierwsze porywy serca. Tuż przed maturą była wysłana przez rodziców do Londynu i w drodze, na statku, zakochała się w dużo starszym od siebie marynarzu. Ta historia była na tyle "kręcąca, że zakończyła się ciężkim wypadkiem i blizną na twarzy na całe życie".

Zakochani umówili się na randkę. Młoda Staniszkis pędząc na spotkanie na rowerze wpadła pod ciężarówkę i trafiła z urazem czaszki do szpitala. Z marynarzem spotkała się dopiero po powrocie do kraju: "Wpadłam na pomysł, że umaluję się jaskrawoczerwoną szminką, to on będzie patrzył na moje usta i nie zwróci uwagi na tę szpetną bliznę" - opowiada.

W jednej celi z prostytutkami

Wiele miejsca publicystka poświęca swojej działalności opozycyjnej i środowisku komandosów. Wspomina wydarzenia marcowe, "wściekła" i z "poczuciem winy" po tym, jak rektor Zygmunt Rybicki sprowokował ją do namówienia studentów, żeby się rozeszli. Studenci wyszli przez bramę uniwersytecką i tam zostali zaatakowani przez "aktyw robotniczy".

Staniszkis została wkrótce potem aresztowana z Karolem Modzelewskim i osadzona w Pałacu Mostowskich. Esbecy wrzucili ją do celi z prostytutkami, które opowiedziały jej historię o "krzyżówce królika ze szczurem", która jeszcze od czasów powstania grasuje po Pałacu i gryzie w nocy więźniów.

"Uderz mnie trzy razy smyczą"

O trudnym związku z pisarzem Ireneuszem Iredyńskim Jadwiga Staniszkis opowiada szczerze, wspomina też o epizodach, które mogą zszokować niektórych czytelników. "Irek do mnie dzwonił co wieczór, podawał mi jakieś panie do telefonu, które do siebie zapraszał, po prostu dziwki, bo on się z nimi często nie mógł dogadać, nie znał żadnego języka, więc ja miałam z nimi negocjować... Strasznie się wtedy nawzajem dręczyliśmy" - wspomina okres, w którym Iredyński był na stypendium w Berlinie Zachodnim.

Staniszkis mówi też o zazdrości i podejrzliwości Iredyńskiego, jego problemach z alkoholem i przemocy w ich związku. Przywołuje epizod, w którym literat każe jej "wyznaczyć sobie karę" za domniemaną zdradę. Iredyński wcześniej wysłał do domu kolegę, który był tak pijany, że nie mógł tam trafić, więc wymyślił historię o tym, "że pukał, że nie otworzyłam, było słychać śmiechy, męski głos i że grało radio": "Mówię dla świętego spokoju "uderz mnie trzy razy smyczą" (...) On już mnie wcześniej czasami tak smyczą czy pękiem kluczy "karał", mnie nawet jakieś blizny po tym zostały, ale to była taka gra między nami...".

W ostatniej chwili, gdy ręka partnera już wisi w powietrzu, Jadwiga Staniszkis przypomina sobie, że nie mają radia. Za takie wydarzenia nie ma jednak pretensji do "Irka", tylko do "gnojków", których morze "zalewało nasz związek".

Książka "Staniszkis. Życie umysłowe i uczuciowe" ukazała się nakładem wydawnictwa Czerwone i Czarne.

Więcej o: