Dziewczyna z systemu

Rozmawiała Maja Staniszewska
2010-03-10 , aktualizacja: 10.03.2010 17:22
A A A Drukuj
Z Magdaleną Boczarską, młodą aktorką znaną dotąd głównie z seriali i komedii, o jej bohaterce z filmu "Różyczka", historii, seksie i o tym, czego potrzebuje, by zajść daleko
kadr z filmu Różyczka
Fot. Monolith
kadr z filmu Różyczka
ZOBACZ TAKŻE
>> Chcesz mieć kota? Sprawdź, jak wygląda kocia wyprawka

Różyczka kocha swojego esbeka. Właściwie dlaczego?

- Ciężko powiedzieć, dlaczego niektóre kobiety kochają łobuzów, ale myślę, że jest to bardzo kobieca cecha. Roman, narzeczony Kamili, jest mężczyzną brutalnym i stanowczym, ale potrafi też być ciepły i okazać, że kocha.

Ale on ją traktuje jak swoją własność...

- Wielu mężczyzn tak traktuje kobiety. Niestety.

Dlaczego Różyczka zgadza się uwieść pisarza?

- Z miłości. Poza tym została wychowana w domu dziecka, w systemie, i głęboko wierzy, że Adam Warczewski jest syjonistą, wrogiem Polski Ludowej. Zatem chce się przysłużyć człowiekowi, którego kocha i ma poczucie, że działa w słusznej sprawie.

Różyczka na początku to zwykła dziewczyna, która pije wódkę, chodzi na dancingi, rzuca studia i pracuje jako sekretarka. Warczewski uczy ją pić wino, podsuwa lektury, zabiera do teatru, zaprasza do swojego kręgu towarzyskiego. Różyczka przechodzi metamorfozę, ale czy już pozostanie taka zmieniona?

- Różyczka nie jest intelektualistką, tylko prostą dziewczyną, która ma proste marzenia. Jej dramat polega na tym, że z naiwności i pragnienia bycia szczęśliwą wikła się w mechanizm bycia tajnym współpracownikiem i płaci za to ogromną cenę. Nie będzie potem już nigdy tą samą osobą.

Czwartą bohaterką filmu jest historia. Jak się pani czuła w 1968 roku?

- Każdy z nas ma jakąś wiedzę na temat tego, czym była komuna, inwigilacja i służba bezpieczeństwa. I chyba każdy się cieszy, że te czasy minęły. W filmie widać, jak ludzie wtedy żyli, wtłoczeni w ramy, bez wyjścia. Nie mam szansy pamiętać tamtych czasów, gdyż akcja filmu przypada na 10 lat przed moimi narodzinami. Tym bardziej cenię magię mojego zawodu.

Pani postrzeganie Marca '68, wydarzeń, które zna pani z podręcznika, a w których jako filmowa postać pani uczestniczy, choćby w premierze "Dziadów" Dejmka, jakoś się zmieniło?

- Nie. Ale ten film może być cennym źródłem informacji o tych wydarzeniach. Zwłaszcza że jego twórcy przykładali dużą wagę do tego, by kontekst historyczno-polityczny odtworzyć z dużą dbałością o szczegóły. Włącznie z użyciem materiałów archiwalnych, które sklejone zostały ze zdjęciami filmu kręconymi przecież współcześnie.

A kłopot z filmem, jaki pojawił się po liście prawnika córki Pawła Jasienicy?

- Ani mnie, ani mojego udziału w filmie ten problem nie dotyczy. Dla aktora cały ten kontekst nie ma znaczenia. Skojarzenia się nasuwają, ale w postaci Adama Warczewskiego zawartych jest wiele osób, więc inspiracja życiorysem Pawła Jasienicy jest bardzo luźna. Widzę Warczewskiego jako przedstawiciela pewnej grupy intelektualistów, którzy próbowali coś zrobić, jakoś zareagować, zmienić tamtą rzeczywistość.

Z jednej strony historia, z drugiej bardzo dużo seksu. Nietypowo jak na polskie kino. Czy nie za dużo?

- Nie nazwałabym tego seksem, ale namiętnością i erotyką. Nie da się jej pominąć, opowiadając historię tak gęstą od uczuć i emocji, tym bardziej, jeśli sprawa dotyczy trójkąta. Nigdy nie zgodziłabym się na nakręcenie czegoś, co przekraczałoby granice mojej godności i co uważałabym za zbędne w filmie. Bardzo dużo czasu poświęciłam dyskusjom z reżyserem, operatorem i kolegami aktorami na ten temat tych scen. Czy są uzasadnione, jak będą pokazane, jakie będzie ustawienie kamery i o osiągnięcie jakiego wrażenia chodzi. Poza tym mam wrażenie, że to nie nadzwyczajna realność tych scen a oświetlenie, montaż czy też praca kamery sprawiają, że widz widzi więcej, niż mu w istocie pokazaliśmy.

Poprzednio grała pani w filmach Andrzeja Saramonowicza. Jego odkrycia to Robert Więckiewicz i Tomasz Karolak - czy pani jest następna w kolejce po wielką karierę?

- Każdy, nie tylko aktor, chce być doceniony za swoją pracę. Mogę mieć tylko nadzieję, że zagranie przeze mnie Różyczki jest szansą na to, że następni reżyserzy również dostrzegą we mnie szansę na mierzenie się z ciekawymi rolami. W tej chwili jestem skupiona na teatrze. 26 marca czeka mnie premiera w nowo otwartym teatrze IMKA "Opisu obyczajów III" na podstawie tekstów księdza Kitowicza w reżyserii Mikołaja Grabowskiego. Co będzie dalej, zobaczymy.

Anna Polony mówiła o pani "Masz cycki i dupę, ja tego nie miałam, a zaszłam daleko. Przy odrobinie rozumu też zajdziesz daleko". Czego pani potrzeba?

- Zdrowego rozsądku, szczęścia i zdrowia.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Podziel się