"Chcę być oszczędna w słowach". Danuta Olewnik na zamkniętym posiedzeniu komisji śledczej

mar, PAP
10.03.2010 , aktualizacja: 10.03.2010 15:21
A A A Drukuj
Danuta Olewnik-Cieplińska oraz mecenas Bogdan Borkowski Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta Danuta Olewnik-Cieplińska oraz mecenas Bogdan Borkowski
Danuta Olewnik, siostra zamordowanego Krzysztofa, zeznawała na zamkniętym posiedzeniu sejmowej komisji śledczej. Jak powiedziała dziennikarzom, "do czasu konfrontacji z policjantami chce być oszczędna w słowach". Po wyjściu z obrad powiedziała, że nie może komentować i relacjonować tego, o czym rozmawiała z posłami. Tymczasem prokuratura waha się, jaką decyzję podjąć ws. jej konfrontacji z policjantami.
Danuta Olewnik w Sejmie
Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta
Danuta Olewnik w Sejmie
Zastrzegała kilka tygodni temu, że o kilku kwestiach chce powiedzieć na tajnym posiedzeniu. Wskazywała też na obowiązującą ją tajemnicę śledztwa. Wśród tych spraw wymieniła szczegóły związane z nieudaną akcją przekazania porywaczom okupu, co w lipcu 2003 r. miała zabezpieczać policja, ale według Olewnik, funkcjonariusze popełnili liczne błędy. Mówiła też, że na tajnym posiedzeniu powie więcej o Jacku Krupińskim, b. wspólniku i przyjacielu Krzysztofa, który jest teraz podejrzany o współpracę z porywaczami.

- Chcę być dziś oszczędna w słowach. To posiedzenie jest zamknięte, ale nie tajne, więc mogą z niego wypłynąć pewne informacje. Czeka mnie jeszcze konfrontacja z policjantami. Po niej będę mogła powiedzieć więcej - oświadczyła Danuta Olewnik przed wejściem do sali posiedzeń komisji.

Gdańska prokuratura badająca nieprawidłowości w śledztwie ws. Olewnika rozważa, czy przeprowadzić taką konfrontację. Z początku nie było na nią zgody ze strony policji, bowiem tożsamość policjantów, którzy 24 lipca 2003 r. zabezpieczali nieudaną operację przekazania okupu, jest tajemnicą państwową - są to pracownicy Wydziału Techniki Operacyjnej z Płocka. Ostatecznie w marcu MSWiA zgodziło się na tę konfrontację, ale pod warunkiem, że dane i wizerunki funkcjonariuszy pozostaną tajne. Ci policjanci mają w śledztwie status świadków incognito. MSWiA sugeruje możliwość zmiany ich statusu na świadków, których dane są zastrzeżone.

"Nie można konfrontować świadków zwykłych z tymi incognito"

- Analizujemy prawne możliwości w tej sprawie. Decyzję podejmie prokurator prowadzący śledztwo - powiedział rzecznik gdańskiej prokuratury apelacyjnej Krzysztof Trynka. Podkreślił, że jest to trudna i złożona kwestia prawna.

- Nie ma prawnej możliwości konfrontowania świadków "zwykłych" ze świadkami incognito - powiedział znany adwokat Radosław Baszuk. W jego opinii, prokuratura mogłaby ewentualnie rozważyć uchylenie takiego statusu wobec policjantów i wówczas skonfrontowania ich z Danutą Olewnik.

- Swoją drogą, nieporozumieniem jest chyba ustanawianie policjantów "cichociemnych" świadkami incognito, bo to nie dla nich jest przepis. Świadkiem anonimowym może zostać osoba, zeznania, której mogą narazić ją na niebezpieczeństwo utraty życia, zdrowia, mienia itp. A na takie niebezpieczeństwo nie narażają policjantów ich zeznania, tylko ich praca. Nie rozumiem, czemu w ogóle oni otrzymali taki status - powiedział mec. Baszuk.

Nad możliwością skonfrontowania świadka incognito ze "zwykłym" świadkiem zastanawiał się prof. Piotr Hofmański, znawca procedury karnej z UJ. Zaznaczył, że konfrontacja jest formą przesłuchania świadka, określoną w procedurze karnej. - Można rozważyć, czy przesłuchać świadka incognito za pomocą aparatury audio-video - siedzącego w innym miejscu, z użyciem techniki uniemożliwiającej jego identyfikację - powiedział.

Zarzuty Danuty Olewnik wobec policji

Danuta Olewnik na jawnym posiedzeniu komisji śledczej mówiła, że moment przekazania okupu gangsterom był przez policję źle monitorowany. Porywacze nakazali jej przekazanie pieniędzy na wiadukcie Trasy AK w Warszawie. Według siostry Krzysztofa Olewnika, policja nie założyła podsłuchu na jej telefon ani na telefon porywaczy, funkcjonariusze nie jechali przed, lecz za ich samochodem, wreszcie po zrzuceniu w oznaczonym miejscu okupu nikt z policji nie odnalazł torby - a reakcja była spóźniona. - Jak się potem okazało, pan komisarz Remigiusz M. "koordynował" całą akcję, siedząc w swoim domu, a warszawska policja o niczym nie była uprzedzona - mówiła.

Komisja śledcza analizowała też dziś raport przygotowany przez eksperta ds. więziennictwa, dotyczący innego wątku prac komisji - śmierci trzech morderców Olewnika, do czego doszło, gdy byli już za kratami. W nocy z 18 na 19 czerwca 2007 r. w celi aresztu w Olsztynie znaleziono powieszonego Wojciecha Franiewskiego - przywódcę bandy, który miał polecić zabicie Krzysztofa Olewnika w 2003 r., po uzyskaniu od rodziny łącznie 300 tys. euro okupu. Na początku kwietnia 2008 r., kilka dni po wyroku ws. porwania i zabójstwa Olewnika, w celi płockiego więzienia znaleziono powieszonego Sławomira Kościuka - zabójcę, który jako pierwszy zaczął mówić i wskazał miejsce ukrycia zwłok. Skazano go na dożywocie, liczył na złagodzenie kary. W styczniu 2009 r. w płockim więzieniu powiesił się trzeci z zabójców, Robert Pazik.

Wszystkie trzy przypadki śmierci są badane przez prokuraturę (sprawa Franiewskiego została wznowiona we wtorek, decyzją ministra sprawiedliwości - prokuratora generalnego Krzysztofa Kwiatkowskiego). Służba Więzienna uznała je za samobójstwa. Analiza eksperta sejmowej komisji - o której w zeszłym tygodniu jako pierwsza napisała "Gazeta Wyborcza" - stawia wniosek, że teza o braku pomocy osób trzecich jest dyskusyjna.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się