Eksperci cytowani przez agencję twierdzą, że porwana jednostka może służyć somalijskim piratom jako tzw. statek - matka. To z niego mogą koordynować kolejne ataki. Statek należy do hiszpańskieej firmy zajmującej się połowami. Na pokładzie kutra jest 16- osobowa załoga: Kenijczycy, Hiszpan, obywatel Republiki Zielonego Przylądka, Namibijczyk, dwóch Senegalczyków i Polak.
- Armator się z nami skontaktował, ale nic jeszcze nie wie. My sami dowiedzieliśmy się tylko tego, co można znaleźć w internecie - przyznała w rozmowie z
TVN24 żona marynarza. Polak pracuje dla hiszpańskiego armatora od 19 lat. Na uprowadzonym statku spędził ostatnie dwa-trzy lata.
Nie wiadomo, gdzie dokładnie porwano "Sakobę". W drodze do Kenii jest już dyrektor hiszpańskiej firmy, by negocjować jej uwolnienie.
Rzecznik programu UE ds. walki z piractwem "Atalanta", John Harbour powiedział agencji AFP, że nie została jeszcze wyjaśniona kwestia własności "Sakoby", który pływa pod kenijską banderą.
Według Andrew Mwangury z kenijskiego oddziału programu pomocy marynarzom przypadek tego statku rybackiego jest dziwny i podejrzany, ponieważ piraci nie usiłowali się skontaktować z armatorem statku, by rozpocząć negocjacje w sprawie okupu.
Agencja Reutera przypomina, że na początku 2009 roku marynarki wojenne wielu krajów wysłały w rejon, w którym grasują
somalijscy piraci swoje okręty i konwoje, by utworzyć bezpieczne korytarze dla żeglugi handlowej. Ale piraci zapuszczają się coraz dalej, a ich ekspedycje sięgają już Seszeli.
Brytyjska organizacja handlu morskiego (MTO) z siedzibą w Dubaju wydała ostrzeżenie dla statków w tym regionie, nawołując do jak najdalej idącej ostrożności, ponieważ statek - baza piracka stanowi dodatkowe zagrożenie dla innych jednostek. Według AFP somalijscy piraci w 2009 roku zdobyli 60 mln dolarów wymuszając okupy za porwanych marynarzy. Obecnie przetrzymują oni siedem statków i 150 osób.