Agresja na torze - rozmyślny wypadek w NASCAR

Łukasz Cegliński
2010-03-09 , aktualizacja: 09.03.2010 16:11
A A A Drukuj
W niedzielnym wyścigu NASCAR w Atlancie Carl Edwards rozmyślnie wjechał swoim samochodem w tył maszyny Brada Keselowskiego mszcząc się za to, że rywal uderzył niego na początku wyścigu. "New York Times" pyta - jak szefowie NASCAR mają karać kierowców, skoro przed sezonem sami nawoływali do agresywnej jazdy?
Brad Keselowski w Dodge'u z nr. 12 poleciał na bandę po tym, jak uderzył w niego Carl Edwards (z przodu)
Fot. Joe Sebo AP
Brad Keselowski w Dodge'u z nr. 12 poleciał na bandę po tym, jak uderzył w niego Carl Edwards (z przodu)
NASCAR
Fot. Peter Bauer AP
NASCAR
NASCAR
Fot. Mark Young AP
NASCAR
NASCAR
Fot. David Graham AP
NASCAR
NASCAR
Fot. Mike Delaney AP
NASCAR
ZOBACZ TAKŻE
NASCAR to najpopularniejsze wyścigi w USA - na owalnych torach zasiada po 100-200 tys. kibiców, telewizje płacą za prawa do transmisji setki milionów dolarów, najlepsi kierowcy są wielkimi gwiazdami.

Od 2008 roku NASCAR przeżywa jednak kryzys. - Gospodarcze spowolnienie i rosnące ceny energii odczuwamy najbardziej ze wszystkich sportów - mówił prezes serii Brian France. - Jednym z powodów jest odległość, jaką muszą przebyć nasi fani, by dotrzeć na zawody. Kryzys to także mniejsza sprzedaż gadżetów i pamiątek.

Malejąca oglądalność telewizyjna i mniejsza widownia na trybunach skłoniła szefów NASCAR do zmian - w 2009 roku zmieniono kilka przepisów tak, aby na torze było więcej momentów walki koło w koło, a na początku 2010 roku kierowcy dostali od decydentów przyzwolenie na agresywną jazdę, co w praktyce oznacza np. trącanie się zderzakami przy prędkości ponad 200 km/h.

Efekty już widać - w niedzielę w Atlancie, na 324. okrążeniu Edwards próbował minąć Keselowskiego po wewnętrznej, ale w pewnym momencie jakby zwolnił i lekko wjechał w tył samochodu rywala z lewej strony. Dodge Keselowskiego obrócił się tyłem do kierunku jazdy, oderwał się od ziemi i zatrzymał na bandzie okalającej tor. Wypadek wyglądał bardzo niebezpiecznie.



Keselowski nie ucierpiał, ale zachowanie Edwardsa wywołało dyskusję. Sędziowie unieważnili wynik Edwardsa, który dojechał do mety na 39. miejscu, a po wyścigu wezwali go na wyjaśnienia. - Wygląda na to, że to mogła być zemsta - przyznał wiceprezes NASCAR Robin Pemberton.

Edwards przyznał potem, że uderzył w Keselowskiego rozmyślnie. - Chcę jednak wyraźnie dodać, że byłem zaskoczony jego lotem i bardzo ulżyło mi, kiedy cały i zdrowy wysiadł z samochodu - mówił Edwards. Za co mógł się mścić? Na 40. okrążeniu, tuż po restarcie, Edwards zajechał drogę Keselowskiemu i po kontakcie z jego samochodem uderzył w barierę. W pierwszej chwili Edwards był zdania, że za jego kraksę odpowiedzialny był rywal, ale po obejrzeniu powtórek zmienił zdanie.

Obaj kierowcy mają jednak na pieńku od poprzedniego sezonu - w kwietniowym wyścigu w Talladedze to Keselowski ścigał Edwardsa, który próbował zajechać mu drogę. Podobnie jak w niedzielę, samochód jadący z przodu obrócił się tyłem do kierunku jazdy, a potem - uderzony przez kolejne maszyny - został zepchnięty z impetem na bandę.

Kraksa wyglądała jeszcze poważniej niż ta ostatnia z Atlanty - rannych zostało siedmiu fanów. Keselowski ostatecznie wyścig wygrał, Edwards, który zdołał kontynuować jazdę po wypadku, był 24.

- Piłka jest po stronie szefów NASCAR - jeśli będą pozwalać na intencjonalne wypadki i spychanie rywali z toru, to w końcu któryś z kierowców lub kibiców zostanie poważnie ranny - mówi teraz Keselowski. - Wiem, że w moich ustach brzmi to ironicznie, ale ja nie spychałem Carla rozmyślnie.

W najważniejszym cyklu wyścigowym NASCAR zginęło 13 kierowców - aż czterech między majem 2000 roku, a lutym 2001. W 2001 roku na torze zginął siedmiokrotny mistrz świata Dale Earnhardt. To była ostatnia taka tragedia w NASCAR.

Co zrobią szefowie serii po niebezpiecznym niedzielnym wypadku? W listopadzie nie zdecydowali się nałożyć wysokiej kary na Denny'ego Hamlina, który rozmyślnie uderzył Keselowskiego na torze pod Miami. Hamlin dostał jedynie karę okrążenia.

Zakaz tankowania to tykająca bomba - mówi Lewis Hamilton


Podziel się