Sekielski polskim Michaelem Moorem? "Nie miałbym nic przeciwko takiemu porównaniu"

Dziennikarz TVN Tomasz Sekielski nakręcił film o kulisach władzy. Jego "Władcy marionetek" mają ujawnić, jak kłamie władza. W rozmowie z "Przekrojem" przyznaje, że chce wstrząsnąć opinia publiczną i "nie miałby nic przeciwko porównaniu do Michaela Moora"
- Pokazujemy, jakie przełożenie ma polityka na życie obywatela. Co się dzieje z deklaracjami, gdy kamery zostają wyłączone - tak o swoim filmie mówi Tomasz Sekielski. Dziennikarz TVN nakręcił film o kulisach i mechanizmach władzy. Autor zaznacza, że jego "Władcy marionetek" nie są atakiem na polityków, a raczej "rozliczaniem ich z obietnic i słów". - Wracamy do spraw, o których wszyscy dawno zapomnieliśmy - tłumaczy.

"Kładłem się spać z Tuskiem i Kaczyńskim"

Sekielski wraca więc do wydarzeń, które jeszcze niedawno "podgrzewały" atmosferę polityczną, a które zostały później zapomniane. Przypomina obietnice składane polityków i zapowiadane przez nich projekty, które swój żywot skończyły w koszu lub niszczarce. Przyznaje, że projekt był prawdziwie "benedyktyńską robotą". Najwięcej czasu zajęło "obejrzenie archiwów, wydzwonienie ludzi, połączenie ich historii". - Był taki moment, że kładłem się spać i wciąż miałem przed oczyma Tuska i Kaczyńskiego - mówi dziennikarz.

Pytany, po co zrobił ten film tłumaczy, że chciał w nim sprawdzić pamięć polityków i ich odpowiedzialność za słowa.

Sekielski przyznaje, że winę za krótką pamięć polityków po części ponoszą także dziennikarze. Fakty medialne mają bowiem zwykle krótki żywot. - Oczywiście, sam się czasem na tym łapię. Myślę czasem o jakieś aferze i nie mam pojęcia, jak się zakończyła. A politycy na tym korzystają - mówi.

Sekielski jak Moore

Projekt Sekielskiego przypomina nieco prace amerykańskiego dokumentalisty Michaela Moora. To reżyser, który stara się "obnażać" hipokryzję władzy i machinacje wielkiego biznesu. Filmy Moora wzbudzają jednak kontrowersje. Krytycy zarzucają mu brak obiektywizmu i manipulowanie faktami.

Sekielski zaznacza, że w odróżnieniu od filmów Moora jego "Władcy marionetek" nie prowadzą "za rączkę", a widz sam może interpretować zdarzenia. Zaznacza jednak, że jeśli jego dzieło miałoby odnieść podobny sukces, to nie miałby nic przeciwko nazwaniem go "polskim Michaelem Moorem".

Film "Władcy marionetek" 14 marca pokaże telewizja TVN i TVN24.

Więcej o: