- Nie planuję takiego nadzwyczajnego posiedzenia. Nie widzę ku temu podstaw - powiedział Halicki. Wiceszef komisji spraw zagranicznych Robert Tyszkiewicz (PO) nazwał wniosek
PiS "absolutnie politycznym, a wręcz polityczno-wyborczym".
PiS: Sikorski zaniedbuje obowiązki Rzecznik klubu PiS Mariusz Błaszczak powiedział, że wniosek jest już gotowy i jeszcze w poniedziałek trafi do Sejmu. Jego zdaniem komisja powinna zażądać wyjaśnień od Sikorskiego w związku z jego nieobecnością na spotkaniu ministrów spraw zagranicznych w Kordobie. Błaszczak zarzucił Sikorskiemu, że zaniedbuje swoje obowiązki konstytucyjne na rzecz kampanii wyborczej w prawyborach PO.
- Albo
Radosław Sikorski jest kandydatem i podaje się do dymisji, albo zostaje ministrem. Sikorski powinien zdecydować się albo na wypełnianie swoich obowiązków, albo odejść z rządu. Jego obowiązkiem jest działać na rzecz dobra Polski - mówił Błaszczak.
PO: Spotkanie w Kordobie nieważne Halicki podkreślił, że weekendowe spotkanie w Kordobie nie było "merytorycznym szczytem ministrów spraw zagranicznych krajów członkowskich", a "spotkaniem organizacyjnym, niemerytorycznym". Rzecznik MSZ Piotr Paszkowski mówił w niedzielę, że spotkanie w Kordobie było spotkaniem "nieformalnym", na którym nie zapadają żadne decyzje. Halicki dodał, że Polskę na tym spotkaniu reprezentował nasz ambasador w Hiszpanii Ryszard Schnepf.
- Wniosek Prawa i Sprawiedliwości motywowany jest polityką wyborczą, chęcią zawracania głowy opinii publicznej, a nie sprawami polityki zagranicznej. To próba udowodnienia konfliktu pomiędzy kandydowaniem ministra w prawyborach w Platformie, a wypełnianiem przez niego konstytucyjnych obowiązków. Naszym zdaniem takiego konfliktu nie ma - podkreślił Tyszkiewicz.
- Nawet politykom należą się weekendy. Spotkanie w Kordobie było nieformalnym spotkaniem z żonami, takim trochę rozrywkowym. Niektóre państwa w ogóle nie były reprezentowane. Polska była kompetentnie reprezentowana przez ambasadora - skomentował w
TVN24 zarzuty PiS Sikorski. Zdaniem szefa MSZ, "PiS angażuje się w kampanię przeciwko kandydatowi, którego się bardziej boi".