TVP nie dla niesłyszących? Oszczędności

Wawrzyniec Zakrzewski
04.03.2010 , aktualizacja: 04.03.2010 22:04
A A A Drukuj
Telewizja Polska obcięła o połowę budżet na przygotowywanie napisów dla niesłyszących. Skutkiem czego coraz mniej programów jest dla nich dostępnych. Władze spółki zapewniają, że gdy sytuacja finansowa się poprawi, napisy wrócą.

fot. Kamil Gozdan / AG Stanisław Wojtera
Fot. Wojciech Surdziel / Agencja Gazeta
Stanisław Wojtera
Ofiarą szukania oszczędności przez zarząd TVP padł między innymi "Teleexpress", jeden z dwóch programów informacyjnych przystosowany dla widzów niesłyszących. - Napisy stanowią dla nas swoiste okno na świat. Świat, który z wielu powodów nie jest dla nas w pełni dostępny - wyjaśnia prezes Polskiego Związku Głuchych Andrzej Kopeć.

Napisy ukazują się tylko w telewizji publicznej. - Do momentu podjęcia decyzji o cięciach pojawiały się w około 8 procentach czasu antenowego Jedynki i Dwójki i to łącznie z powtórkami - wyjaśnia dr Agnieszka Szarkowska z Instytutu Lingwistyki Stosowanej Uniwersytetu Warszawskiego. - To żenująco mało w porównaniu z innymi krajami Unii Europejskiej. Na przykład BBC już od kwietnia 2008 roku ma wszystkie programy emitowane z napisami, włącznie z reklamami.

- Zła kondycja ekonomiczna Telewizji Polskiej powoduje konieczność szukania oszczędności wszędzie, dosłownie wszędzie - tłumaczy rzecznik TVP Stanisław Wojtera. Tym samym budżet Redakcji Napisów dla Niesłyszących został zmniejszony o połowę, czyli "o 150 tys. złotych, czyli chyba żadne pieniądze, jeśli chodzi o Telewizję" - uważa dr Szarkowska. Zwłaszcza, że więcej będzie prawdopodobnie kosztował jeden odcinek "Śpiewaj i walcz", nowego programu, który właśnie pojawia się na antenie telewizyjnej Jedynki.

Prezes Polskiego Związku Głuchych ma nadzieję, że walka o napisy nie jest jeszcze przegrana. Pełnomocnik Rządu do Spraw Osób Niepełnosprawnych, Rzecznik Praw Obywatelskich i oczywiście Zarząd TVP dostali już pisma i petycje w tej sprawie. Niestety, jak na razie pozostają one bez odpowiedzi.

Andrzej Kopeć liczy jednak na jakąś reakcję, bo - jego zdaniem - jest jasne, że mamy do czynienia z "dyskryminacją osób niesłyszących, dla których podstawowym środkiem komunikacji są właśnie napisy."

Podziel się