>>
Gustaw, kot z nadwagą... Alicja Kapuścińska próbowała sądownie zablokować publikację książki Domosławskiego, ale do tego nie doszło. Efektem toczonej w mediach gorącej dyskusji jest wielki sukces książki - 45 tysięcy nakładu rozeszło się już wczoraj, w dniu oficjalnej premiery, trwa dodruk. Pełnomocnik Ewy Beynar-Czeczott, jedynej córki Pawła Jasienicy i spadkobierczyni praw do jego książek, na razie jedynie wysłał do niektórych mediów list ostrzegający, że „wszelkie nawiązywanie do osoby Pawła Jasienicy i jego rodziny w kontekście filmu »Różyczka « w reżyserii Jana Kidawy-Błońskiego stanowić będzie naruszenie dóbr osobistych”. Na to oficjalnym oświadczeniem zareagował reżyser i współscenarzysta filmu Jan Kidawa-Błoński, który uznał, że te działania „stanowią poważne zagrożenie dla wolności twórczości, wolności prasy i słowa, oraz swobody wyrażania opinii i poglądów”.
Czy zamieszanie wokół "Różyczki" posłuży filmowi równie dobrze, jak - mimo licznych zarzutów pod adresem Domosławskiego - posłużyło książce o Kapuścińskim? Film Jana Kidawy-Błońskiego, mocno osadzony we współczesnej polskiej historii, z użyciem zdjęć archiwalnych z tłumienia protestu studentów na Uniwersytecie Warszawskim w marcu 1968 roku włącznie, opowiada historię młodej dziewczyny Kamili. Kochanek, oficer SB, nakłania ją do uwiedzenia o wiele od niej starszego, szanowanego pisarza Adama Warczewskiego. Dziewczyna, przyjąwszy pseudonim "Różyczka", oczarowuje starszego pana, coraz bardziej się do niego zbliża, a w końcu zostaje jego żoną. Wiadomo, że druga żona Pawła Jasienicy, autora m.in. bardzo popularnej trylogii o historii Polski: "Polska Piastów", "Polska Jagiellonów" i "Rzeczpospolita Obojga Narodów", była agentką SB i donosiła na niego przez cały czas trwania ich związku. Jasienica nie był, oczywiście, jedynym intelektualistą z kraju komunistycznego, któremu służby bezpieczeństwa podsunęły agentkę lub którego bliską osobę zwerbowały do współpracy. Kidawa-Błoński powtarza, że jego film nie jest filmem o Pawle Jasienicy. Ale umieścił w nim archiwalny materiał z przemawiającym Władysławem Gomułką, który piętnuje z mównicy Adama Warczewskiego, tak jak prawdziwy Gomułka piętnował Jasienicę. Podobieństw jest zresztą więcej, ale rzeczywiście film ten trudno uznać za historię życia pisarza. "Różyczka" jest po prostu historią miłosną w historycznych dekoracjach. Mogłaby być czymś więcej, tak jak czymś więcej jest niemieckie "Życie na podsłuchu", ale już od jakiegoś czasu filmy, które są ważne dla nas, kręcą za nas Niemcy. Tak jak "Strajk" Volkera Schlöndorffa. Film, który początkowo miał się nazywać "Legenda Anny Walentynowicz", też powstawał w atmosferze skandalu, bo tytułowa bohaterka, niezadowolona ze scenariusza, najpierw nakazała wycofać swoje nazwisko, a potem groziła niemieckiemu reżyserowi sądem. W końcu Anna Walentynowicz obejrzała gotowy film i z pozwu sądowego zrezygnowała, ale nie zmieniła zdania o tym, że film fałszuje historię. "Strajk" trafił do kin, wielkich emocji i dyskusji nie wywołał, przebojem nie został. Jak na razie jedynym filmem, w przypadku którego zadziałała cenzura prewencyjna, pozostaje "Witajcie w życiu" Henryka Dederki, którego rozpowszechniania nie chce Amway.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl