"Rewers", świetny debiut Borysa Lankosza, do Złotych Lwów z Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni dodał wczoraj Orła dla najlepszego filmu roku
Fot. Jacek Łagowski / Agencja Gazeta
Borys Lankosz i Włodek Pawlik, autor muzyki do "Rewersu" na scenie Teatru Polskiego
Nagrodę za reżyserię dostał jednak - tak jak w Gdyni - Wojciech Smarzowski za swój mocny "Dom zły". Za tym filmem była także publiczność.
- Nie powiem nic odkrywczego. Filmy robimy dla publiczności, dlatego te nagrody będą zawsze najważniejsze - mówił Smarzowski ze sceny Teatru Polskiego, w którym odbywała się gala wręczenia Polskich Nagród Filmowych.
Lankosz z kolei został uznany odkryciem roku. Jego film 13 nominacji zamienił na osiem statuetek, także za kostiumy, scenografię, muzykę i scenariusz. "Dom zły" dostał trzy nagrody, a "Wojna polsko -ruska" Xawerego Żuławskiego - dwie.
Nagrody aktorskie otrzymali Agata Buzek za rolę w "Rewersie" i Borys Szyc, który zagrał w "Wojnie polsko-ruskiej". Za kreacje drugoplanowe wyróżniono Annę Polony ("Rewers") i autentycznie zdziwionego Janusza Gajosa ("Mniejsze zło").
- To nie jest kokieteria, wiem na kogo sam głosowałem, dlatego jestem zaskoczony - powiedział Gajos. I jako jedyny obok oprócz Jerzego Stefana Stawińskiego, scenarzysty m.in. "Piopiołu i diamentu" i "Zezowatego szczęścia", otrzymał owację na stojąco. Stawinski, nagrodzony za osiągnięcia życia żartował, że Orła postawi na komodzie w przedpokoju, żeby każdy przychodzący listonosz albo inkasent wiedział, że ma do czynienia z nie byle kim.
Maciej Stuhr, którego żarty jak co roku dodawały życia nudnawej gali, podkreślił na zakończenie, że ilość nagród, którą otrzymał "Rewers" nie ma nic wspólnego z tym, że z Borysem Lankoszem chodził do podstawówki.