Andrzej L., prawnik z Lublina, był znany w środowisku obcokrajowców jako osoba, która potrafi "załatwiać" takie sprawy. Akt oskarżenia dotyczy konkretnego ślubu, bo choć były podejrzenia, że prawnik pomagał też innym - ostatecznie nie udało się znaleźć na to dowodów.
Obywatel Armenii, Samvel S. chciał dostać legalny pobyt w Polsce, a Agnieszka G. chciała zarobić. Skontaktowała ich koleżanka. Andrzej L. pomógł dopełnić wszelkich formalności. Doszło do ślubu, na którym panna młoda zobaczyła pana młodego po raz pierwszy w życiu. Nigdy razem nie mieszkali i nie prowadzili wspólnego gospodarstwa.
Andrzejowi L. postawiono cztery zarzuty. - Udzielał informacji i rad, co do treści możliwych pytań stawianych w postępowaniu administracyjnym oraz co do treści odpowiedzi, jakich należy udzielić na te pytania - mówi prokurator Marek Zych, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej Lublin Północ. Prawnikowi grozi do pięciu lat więzienia.
To już kolejny prawnik, przeciwko któremu prokuratura prowadziła postępowanie. Cały czas trwa śledztwo w sprawie fałszywego mecenasa z Lublina, który przyjmował zlecenia od klientów na reprezentowanie ich interesów, choć nie miał do tego uprawnień. W tej sprawie do śledczych zgłaszają się kolejni pokrzywdzeni.
Andrzej L. w rozmowie z reporterką
TOK FM mówi, że nie ma sobie nic do zarzucenia. - Zajmuję się wieloma sprawami dotyczącymi obcokrajowców. Są to sprawy związane z zezwoleniami na pobyt w Polsce dla cudzoziemców, którzy mają za małżonków obywateli polskich. Nie mam mechanizmów by sprawdzić czy małżeństwo jest fikcyjne czy nie - mówi prawnik. Dodaje, że jest osobą, która tylko doradza. - Nigdy nie podaję się za mecenasa, bo nim nie jestem - mówi Andrzej L.