O Chopinie czysto i fałszywie

Maja Staniszewska
2010-02-25 , aktualizacja: 25.02.2010 21:11
A A A Drukuj
Można Chopina pokazać szczerze i z entuzjazmem, jako wielbionego twórcę, światowy fenomen. Można też sprowadzić go do poziomu nosa za 12 złotych. Jak w skrajnie różnych filmach dokumentalnych, które właśnie miały swoją premierę
Leszek Możdżer
Fot. Łukasz Giza / AG
Leszek Możdżer
ZOBACZ TAKŻE
>> Gustaw, kot z nadwagą...

Leszek Możdżer, najpopularniejszy polski pianista jazzowy, odpowiadając w filmie "Efekt Chopina" na pytanie, czy nie robi nam się krzywdy kompozytorem, mówi: - Krzywdę mogą zrobić tylko ci, którzy w Chopinie zwietrzyli interes i sprowadzili go do poziomu nosa za 12 zł.

Takim nosem jest Chopin w drugim filmie - "Warszawa Chopina" - który ma tyle wdzięku co szkolne wypracowanie trójkowego ucznia i ma przypominać, jak ważne miejsce w biografii kompozytora zajmuje stolica. Tym promocyjnym filmikiem warszawskiego ratusza nie ma co się zajmować. Trzeba tylko żałować, że drugi dokument, autentyczny, ciekawy, emocjonalny "Efekt Chopina" nie ma tak szerokiej dystrybucji i nie można go w każdej chwili obejrzeć w internecie.

W "Efekcie Chopina" Marita Albán Juárez, pół-Polka, pół-Peruwianka, pracująca w Narodowym Instytucie im. Fryderyka Chopina badaczka rękopisów kompozytora, pisząca książkę o jego podróżach, wyrusza w świat. Szuka ludzi, dla których Polak jest wciąż żywym źródłem inspiracji. Nie musi jechać ani długo, ani daleko. W Sopocie rozmawia z Leszkiem Możdżerem, który opowiada, że często w swoich jazzowych improwizacjach kompozytora używa, nawet cytuje. Tu słychać Chopina jazzowego. W Paryżu Juárez spotyka się z Kevinem Kennerem, amerykańskim pianistą, zwycięzcą konkursu chopinowskiego sprzed 20 lat, który uczy tu młodego Japończyka pragnącego startować w tegorocznym konkursie (teraz już wiemy że się do niego zakwalifikował). W czasie lekcji Kennera Chopin porywa. Jest też kompozytor nowoczesny - przerobiony przez francuskiego muzyka Jerome'a Carona na coś, co spokojnie można zagrać w dyskotece - jest Chopin śpiewany przez Annę Marię Jopek w studiu koncertowym Polskiego Radia w Warszawie. Jest Chopin traktowany lekko, jako bohater gry na Playstation "Eternal sonata", w której po zabiciu potwora w nagrodę można posłuchać muzyki Polaka, i jest Chopin traktowany śmiertelnie poważnie, jak w słowach japońskiego pianisty Yukio Yokoyamy, który zapytany, jak kompozytor zmienił jego życie, odpowiada: "W ogóle nie zmienił. To życie zmieniło się w Chopina". A na koniec jest jeszcze Chopin latynoski, kiedy Juárez, śpiewająca latin jazz, improwizuje z Możdżerem.

Podróż po świecie, od Francji przez Polskę po Japonię, pokazuje, że Polak dla wielu ludzi wciąż jest żywym, ważnym twórcą. Źródłem ciągłych inspiracji, wyzwaniem (jak szczerze przyznaje akompaniujący Annie Marii Jopek japoński pianista Makoto Ozone: - Jeśli jesteś pianistą, chcesz się zmierzyć z Chopinem. Potem wszyscy patrzą na ciebie z szacunkiem, bo grasz Chopina). Nie pomnikiem, nie smętnym bohaterem narodowym roniącym łzy wraz z płaczącą wierzbą. I na pewno nie komercyjnym produktem, który ma podnieść prestiż pewnego zakompleksionego miasta w środku Europy.

Te dwa dokumenty to jeszcze nie koniec filmowych projektów o Chopinie i z Chopinem. Jesienią czeka nas premiera trójwymiarowej animacji "Projekt Chopin" twórców oscarowego "Piotrusia i wilka". W Studiu Semafor trwają prace nad również animowanym "Sercem w murze". Będą animowane impresje do utworów kompozytora i film dokumentalny "Śmierć Chopina". Na razie nie ma mowy o fabule - od filmu "Chopin. Pragnienie miłości" z Piotrem Adamczykiem minęło widocznie zbyt mało czasu.

>> Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas: metro(at)agora.pl


Podziel się