Sejmej poinformował również, że dowódca GROM-u - płk Dariusz Zawadka - złożył ministrowi wyjaśnienia w tej sprawie, w których zaprzeczył zarzutom i zapowiedział podjęcie kroków prawnych przeciwko autorom doniesienia.
Zwadka niewinny Zawadka na konferencji prasowej przekonywał, że zarzuty formułowane pod jego adresem przez podwładnych "są kompletnie bezzasadne". - Jestem w pełni przekonany, że wszystkie zarzuty są bezpodstawne i zamierzam to udowodnić przed sądem - oświadczył.
Zapowiedział złożenie zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa i pozew w procesie cywilnym. - Lista tych, do których te zarzuty trafiły (m.in.
MON, BBN,
NIK, DWS), jest dosyć długa. Zastanawia fakt, dlaczego - skoro sprawa dotyczy de facto relacji między pracodawcą a pracownikiem - nie ma tam Państwowej Inspekcji Pracy - dodał.
"Niepokojące sygnały były w styczniu" Szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego
Aleksander Szczygło pytany o opinię o sytuacji w GROM i o zapowiedzianą kontrolę, powiedział, że skierował do ministra Klicha kilkanaście pytań w sprawie jednostki już w styczniu, "bo już wtedy pojawiły się niepokojące sygnały związane ze zwalnianiem dowódców zespołów bojowych, odchodzeniem doświadczonych żołnierzy i pewnego napięcia w jednostce pomiędzy dowództwem a żołnierzami".
Odpowiedź szefa MON Szczygło ocenił jako lekceważącą. - Odpowiada nie sam minister, tylko, według starej peerelowskiej zasady, osoba, która jest głównym bohaterem skarg - nie dokonuję oceny, czy słusznych - sama udziela odpowiedzi, a minister dołącza je do swojego pisma. Zdaniem szefa BBN odejście doświadczonych dowódców zgranych zespołów odbije się na wartości bojowej całej jednostki.
Bunt w Grom-ie? O sprawie pierwsza informowała "Rzeczpospolita", napisała, że jeden z oficerów GROM złożył doniesienie do prokuratury na szefa tej jednostki. Według gazety, zawiadomienie to efekt zmian personalnych w jednostce - w ostatnich miesiącach Zawadka zwolnił kilku doświadczonych na misjach w Iraku i Afganistanie oficerów - m.in. trzech dowódców zespołów bojowych i szefa szkolenia.
- Jeszcze nigdy oficer nie pozywał dowódcy. Nastroje wśród żołnierzy są coraz gorsze - mówił dziennikarzom jeden z komandosów.
Dowódca komandosów, pytany, czy w związku z konfliktem można mówić o buncie w GROM-ie, ocenił, że z pewnością nie ma o tym mowy. - Jest jeden zbuntowany; ja nazwałbym raczej, że on zbłądził, niż się zbuntował - powiedział.
Na pytanie, ilu żołnierzy odeszło z GROM, gdy on objął dowodzenie jednostką, Zawadka powiedział, że "można ich policzyć na palcach jednej ręki". Dopytywany o pojawiające się w środowisku komandosów szacunki rzędu co najmniej 20 osób Zawadka dodał, że część z żołnierzy sama odeszła na emeryturę. - Nie pamiętam, ile łącznie osób odeszło - podał.
- Jako dowódca mam prawo do kształtowania polityki kadrowej - przekonywał pułkownik. - To, że ktoś w swoim mniemaniu uważa się za najlepszego fachowca, nie oznacza, że ja taką opinię muszę podzielać - skwitował.