Co prezydent napisał o Sikorskim w liście do premiera? CZYTAJ - Jestem oczywiście rozczarowany treścią listu, bo liczyłem na to, że i ja, i opinia publiczna dowie się tak naprawdę o co chodzi, jeśli mówimy o jakichś pretensjach, czy zastrzeżeniach pana prezydenta, czy jego brata, do Radosława Sikorskiego - powiedział dziennikarzom premier, który przebywa z wizytą w Budapeszcie.
Jak dodał, "mamy wszyscy w Polsce dość poważny problem z politykami, którzy puszczają takie publiczne sygnały, że wiedzą coś straszliwego na temat polityków konkurentów, a później się okazuje, że nie wiedzą nic takiego, co mogliby przedstawić, czy mnie, czy opinii publicznej".
Już mówił o zastrzeżeniach List prezydenta do Donalda Tuska opublikowała na swojej stronie internetowej kancelaria premiera.
Lech Kaczyński napisał, że zastrzeżenia dotyczące Radosława Sikorskiego nie odbiegają od tych, o których mówił premierowi w listopadzie 2007. Prezydent zadeklarował w liście, że jest gotów do ponownej rozmowy z Tuskiem na ten temat.
"Nie było faktów o Sikorskim" Premier Donald Tusk oświadczył, że nie jest w stanie ujawnić żadnych faktów z rozmowy z prezydentem z 2007 r. na temat ówczesnego kandydata na ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego, bo takich faktów Lech Kaczyński wówczas nie podał.
- Nie mam w zwyczaju powtarzać rozmów, w których zamiast faktów pojawiają się emocjonalne oceny. Pan prezydent w tej rozmowie oceniał ministra Sikorskiego, ale raczej pod kątem swoich sympatii i antypatii politycznych. Nie mogę państwu przedstawić faktów, bo ich nie było - powiedział dziennikarzom Tusk. Premier oświadczył, że jest gotów ujawnić każdy szczegół, "pod warunkiem, że on jest".
"Skończył się czas prywatnych rozmów" Odnosząc się do zawartej w liście Lecha Kaczyńskiego propozycji spotkania, Tusk powiedział, że "skończył się czas prywatnych rozmów, z których później robi się taki insynuacyjny użytek w kampanii politycznej". - Ja m.in. po to nie kandyduję, żeby w tego typu przedsięwzięciach dość dwuznacznych nie uczestniczyć - powiedział premier.