>>
Zwierzaki w wiosennej telewizji - czytaj na Cafe Animal Widok igieł, lekarskich fartuchów, zapach leków - trudno znaleźć miejsce, w którym nagromadziłoby się więcej dziecięcego strachu niż w szpitalu. Mali pacjenci nie potrafią sobie dać z nim rady. Dorośli mówią "nie bój się", ale to przecież wcale nie pomaga.
Pani Katarzyna Klimowicz, mama ośmioletniej Kai, postanowiła to zmienić. Dziś jest jednią z niewielu osób, które prowadzą warsztaty z bajkoterapii. Uczy na nich, jak o trudnych sytuacjach - strachu, chorobie i śmierci - mówić za pomocą bajek. Już w marcu przeszkoleni przez nią wolontariusze będą o tym opowiadać na oddziale onkologii Instytutu Matki i Dziecka.
Według Joanny Kmity, psychologa z Kliniki Chirurgii Onkologicznej Dzieci i Młodzieży w Instytucie, bajki bardzo się tu przydadzą. - To jedna z form komunikowania się z małym pacjentem. Można mu w nich przekazać informację o jego stanie zdrowia. Bardzo często dzieci same opowiadają o swojej chorobie bajką - mówi.
Tak robił Adaś. - Kiedy zaczął leczenie na oddziale onkologii, miał 8 lat - opowiada Aleksandra Tobota, również psycholog w IMiD. - Przez całe leczenie opowiadał mi bajki. Po pewnym czasie zauważyłam, że mówi w nich o sobie. Kiedy odwiedzało go mało osób, a jego choroba postępowała, opowiedział mi historię, której głównym bohaterem był pociąg towarowy. Inne pociągi o nim zapomniały, był bardzo samotny. Pewnego razu stanął i już dalej nie pojechał. Stał pod drzewem i przysypywał go piach. Przyszedł jednak czas, że pociąg lepiej się poczuł i znów miał siłę, żeby wozić towary. Ale to stało się dopiero wtedy, kiedy stan Adasia się poprawił.
Ale bajki mogą pomagać także w mniej dramatycznych sytuacjach. Monika Staniszewska, dziennikarka i mama trójki dzieci, na warsztatach bajkoterapii nauczyła się rozmawiać z sześcioletnią córką o gniewie. - Ułożyłam dla niej bajkę o królestwie świnek, w którym królewna świnka miewała napady złości. Przyszła z tym do taty króla, który powiedział, że też tak ma, a na audiencji ma czasami ochotę walnąć kogoś berłem w głowę. Wtedy idzie do swojej komnaty, gdzie ma specjalną szufladę złości, w której trzyma zawsze kartkę do gniecenia i zdjęcia bliskich, żeby mógł sobie przypomnieć, że na świecie jest też fajnie. Moja córka też ma taką szufladę. Trzyma tam maskotkę, kredki i kartkę, bo pierwsze, co robi, to rysuje złość. A my nauczyliśmy się rozpoznawać ten moment, kiedy jej złość nadchodzi.
Marcowe warsztaty "Bajka-Pomagajka u doktora" to program Fundacji Drabina Rozwoju i firmy Liberi. Dzięki wsparciu m.in. z funduszy norweskich, jest bezpłatny i adresowany do rodziców oraz dzieci z całego kraju.
Od mówienia "nie bój się" strach nie znika Z Katarzyną Klimowicz rozmawia Katarzyna Zacharska
Dlaczego uważa pani, że opowieści terapeutyczne sprawdzają się w sytuacji kontaktu lekarza z dzieckiem?
- Obserwowałam zachowania lekarzy i pielęgniarek w przychodni, szpitalu. Zauważyłam, że często nie wiedzą jak rozmawiać z dzieckiem o jego emocjach. Nie wiedzą, co zrobić, kiedy się boi czy złości. Rodzice są tak samo bezradni. Kiedy dziecko płacze, mówią "nie płacz", a kiedy jest wystraszone - "nie bój się". To nie pomaga.
A co w tym złego?
- Nie powinniśmy zaprzeczać emocjom dziecka. Chcemy je wygaszać, a przecież od tego emocje nie znikną. Kiedy mówimy "widzisz, jaki ten chłopczyk dzielny, nie płakał", dodatkowo wpędzamy dziecko w poczucie wstydu. My w ogóle często zawstydzamy, straszymy i szantażujemy swoje dzieci. Wcale nie w złej intencji, sami zostaliśmy tak wychowani. Powinniśmy jednak nauczyć się pomagać im w przeżywaniu emocji i ich nazywaniu.
Czyli jeżeli moje dziecko płacze w przychodni, bo boi się zastrzyku, to co mam zrobić?
- Zauważyć, że jest dziecku źle. Powiedzieć mu "widzę, że się boisz, chodź przytul się, jestem przy tobie". I nic więcej. Towarzyszenie dziecku w przeżywaniu nie wymaga wielu działań. Moja ośmioletnia córka płacze za każdym razem, kiedy jedziemy na szczepienie. Ja mówię, że rozumiem jej strach. Potem mówi, że nie bolało, ale wiem, ze następnym razem znów będzie płakać.
A skąd pomysł na bajki-pomagajki?
- Doszłam do wniosku, że sytuacja lekarska, czyli szpital czy przychodnia, to coś, co nie ominie żadnego rodzica. Wtedy narodził się pomysł, żeby szerzyć wiedzę o tym, jak radzić sobie w tych trudnych sytuacjach. Razem z Fundacją Drabina Rozwoju stworzyliśmy program, który przyniósł bardzo dobre efekty.
>>
Metrowa tablica ogłoszeń <<
Masz temat dla reportera Metra? Napisz do nas:
metro(at)agora.pl