11-letniego Sebastiana pracownice opieki społecznej zabrały wprost ze szkoły. Chłopiec trafił do domu dziecka. Dlaczego? Bo rodzice nie radzą sobie ze sprzątaniem, w domu nie ma ciepłej wody, matka ma depresję, a ojciec leży w szpitalu. Rodzice chłopca nic nie wiedzieli o decyzji sądu.
Przeczytaj historię Sebastiana.
Sprawą zainteresował się Rzecznik Praw Dziecka. - Wydałem polecenie sprawdzenia sprawy, ściągnięcia dokumentów sądowych - mówił na antenie Radia
TOK FM marek Michalak. Jak podkreślał "dzieci potrzebują przede wszystkim miłości i żadna instytucja, nawet najlepiej działająca, tego im nie da". - Jeżeli podstawą decyzji były tylko złe warunki, to na tej podstawie zapewne kilkadziesiąt tysięcy rodzin w Polsce mogłoby stracić dzieci - powiedział. - Jeśli będzie taka potrzeba - przystąpię do postępowania sądowego - dodał Rzecznik Praw Dziecka.
"Sąd rzadko przyznaje się błędu" Według Emilii Naumann, prawniczki współpracującej z Fundacją Dzieci Niczyje, rodzinie potrzebna jest pomoc prawna. Jak przypomina na zaskarżenie decyzji sądu rodzina ma siedem dni.
W rozmowie z
Komentarzami Radia TOK FM Naumann stwierdziła, że sąd nie powinien podejmować decyzji tylko w oparciu o opinię opieki społecznej. Według prawniczki sąd powinien poznać opinię osób, które bardzo dobrze znają Sebastiana - takich jak pedagog szkolny czy dyrektor szkoły. - W takich sprawach jak opieka nad dziećmi przed podjęciem decyzji potrzebny jest bardzo duży namysł. Decyzja powinna być podjęta na podstawie kilku opinii - powiedziała.
Najszybszym rozwiązaniem sprawy byłoby wydanie przez sąd - w trybie nagłym - decyzji zmieniającej tę, która spowodowała że chłopiec trafił do domu dziecka. - Sędzia musiałby się przyznać do błędu. Takie sytuację nie zdarzają się - przyznała. Naumann pamięta za to skutki podobnych decyzji sądu, które wywracały życie rodziny do góry nogami. - Efektami takich działań była, między innymi,
depresja dziecka. - mówiła.
Arogancja urzędników - Każde dziecko ma niezbywalne prawo wychowywania we własnej rodzinie. Jedne rodziny radzą sobie lepiej, inne gorzej - tu nie ma dowodów na patologię wychowania. Nie ma oznak zaniedbania, chłopiec bardzo dobrze się uczy,
szkoła jest usatysfakcjonowana z kontaktu z rodzicami. Wszyscy podkreślają silną więź w rodzinie - to jest podstawą wychowania dziecka. Tej więzi w domu dziecka nie będzie - ocenia terapeuta rodzinny Marek Liciński, prezes Federacji na rzecz Reintegracji Społecznej.
Dla gościa Komentarzy Radia TOK FM sytuacja do jakiej doszło na Lubelszczyźnie świadczy o "arogancji i braku kompetencji pracowników opieki społecznej". - Wystarczy starać się zrozumieć ludzi, którzy potrzebują pomocy i szukać możliwości pomocy. A wiele osób, które pracują w pomocy społecznej czują się przede wszystkim powołane i uprawnione do oceniania, pouczania, do stawiania warunków - mówił.
Liciński przyznaje, że podobnych historii jest sporo. Niestety z jego doświadczenia wynika, że nie tak łatwo jest wyrwać dziecko z placówki wychowawczej. - Zostało zaburzone elementarne poczucie bezpieczeństwa dziecka. Skutki będą nieodwracalne. Jeżeli ten dzieciak będzie tam dłużej, to na pewno się zmarnuje - uważa prezes Federacji na rzecz Reintegracji Społecznej. Terapeuta boi się o przyszłość rodziny z Bystrzycy Nowej, bo jak stwierdził po decyzji sądu "odechciewa się żyć".
Pieniądze dla rodziny Sebastiana można wpłacać na konto lubelskiego Caritasu. Nr konta: 79 1500 1520 1215 2000 9121 0000. Koniecznie z dopiskiem "Pomoc dla rodziny Kitów". Caritas Archidiecezji Lubelskiej ul. Prym S. Wyszyńskiego, 2 20-950 Lublin.