Pielęgniarki z pięciu szpitali na Podbeskidziu
strajkują od dwóch tygodni . Domagają się podwyżek. Domagają się zwiększenie podstawy wynagrodzenia do nie mniej niż 3 tys. zł brutto. Dziś ich koleżanki z OZZPiP na znak solidarności będą pikietować przed Ministerstwem Zdrowia.
Ale według gościa Poranka Radia
TOK FM - minister zdrowia Ewy Kopacz - to nie resort jest adresatem tych postulatów. - Po to jest dyrektor szpitala, po to wynegocjował kontrakt z
NFZ, aby dokładnie ocenił pracę tych osób. Nie jest powiedziane że pielęgniarka ma zarabiać dwa czy pięć tysięcy - jeśli jest dobra i zaangażowana w pracę, to niech zarabia tyle co lekarz.
Zdaniem Kopacz dysproporcja między zarobkami lekarzy i pielęgniarek to efekt wypływów "lobby lekarskiego". - Kto jest silniejszy lekarze czy pielęgniarki? - pytała. - To nie ja będę budować pozycję pielęgniarek w przychodni czy w szpitalu. Przy sile lobby lekarskiego - pielęgniarki zawsze będą stały na straconej pozycji - dodała szefowa resortu zdrowia.
Rozmowy a nie protest Minister zdrowia jest zaskoczona dzisiejszym protestem. - Dziwię się, że nim skończyły się rozmowy z min. Bonim dowiaduję się o proteście - powiedziała przypominając, że z przedstawicielami związków rozmawia szef doradców premiera Michał Boni.
Ale mimo zaskoczenia obiecała rozmowy. - Jestem otwarta. Poświęcę tyle czasu, ile potrzeba - zapowiedziała.
Protest OZZPiP ma rozpocząć się o 9.