Zatrzymano 40 Polaków>> Grzegorz Gromadzki twierdzi, że ostatnie wydarzenia na Białorusi nie były przypadkiem, lecz dobrze zaplanowaną akcją. Chodziło z jednej strony o "testowanie nie tylko Polaków, lecz całej Unii Europejskiej", a z drugiej o świadomą politykę wewnętrzną Mińska, który nie chce dopuścić, by "jakaś grupa białoruskiego społeczeństwa pokazywała, że reżim nie jest wszechmocny".
Działania białoruskich władz wobec ZPB to "próbowanie, na ile postępowanie reżimu spotka się z przeciwdziałaniem Unii Europejskiej jako całości". - Łukaszenka w pewnym sensie testuje Europę - podkreślił Gromadzki.
- Wiadomo, że Polska będzie starała się uzyskać w UE jakąś odpowiedź na te działania Łukaszenki. Pytanie ze strony Łukaszenki jest takie, na ile Europa jako całość będzie działała zgodnie z polskimi oczekiwaniami. Dlatego myślę, że jest to rozgrywka nie dwustronna, lecz o szerszym wymiarze, względem całej UE - ocenił.
Tak białoruska milicja zatrzymuje Polaków [ZDJĘCIA] Działanie zaplanowane przez Łukaszenkę? Gromadzki uznał, że działanie wobec ZPB było "zaplanowane z góry", że była to operacja prowadzona "z pełną świadomością, czyli przez Łukaszenkę i jego najbliższe otoczenie". - W przypadku Białorusi, gdzie jest pionowy układ władzy - od prezydenta do gminy - a prezydent stara się ten system kontrolować, nie ma możliwości, żeby akcja zakrojona na taką skalę była rozpoczęta i prowadzona bez zgody samej góry - wyjaśnił ekspert.
Poglądu tego nie podziela Małgorzata Nocuń wicenaczelna dwumiesięcznika "Nowa Europa Wschodnia" oraz szef informacji Radia Biełsat Aleksiej Dzikawicki. Według nich, na Białorusi nie wszystko dzieje się "z polecenia Łukaszenki". - Być może jacyś urzędnicy są nadgorliwi (...). Poza tym administracja Łukaszenki nie jest jednolita. Jedni współpracownicy są bardziej postępowi, uważają, że ocieplenie z Europą jest potrzebne i Białoruś nie poradzi sobie sama, między Europą a Rosją. Natomiast są też zwolennicy twardego reżimu. Być może jedna z tych polityk wygrała i doszło do tej sytuacji - skomentowała Nocuń.
- W momencie, kiedy nastąpiło przejęcie Domu Polskiego przez milicję, Łukaszenki nie było na Białorusi, był w Szwajcarii, odpoczywał - mówił na antenie Radia
TOK FM Dzikawicki. - Bardzo możliwe, że ta część otoczenia Łukaszenki, która jest prorosyjska i antyzachodnia przeprowadziła taką prowokację, mówiąc "przecież chcieliśmy to zrobić, skąd mieliśmy wiedzieć, że minister Martynow jedzie do Polski, my jesteśmy tylko miejscową milicją" zawsze można się na głupka wycofać z tego -
tłumaczy w TOK FM Aleksiej Dzikawicki.
Dzikawicki w TOK FM: To mogła być prowokacja>> "Białoruś korzystała na ociepleniu stosunków w Europą" W ocenie Małgorzaty Nocuń z "Nowej Europy Wschodniej", konflikt wokół ZPB jest "nielogiczny". Reżim Łukaszenki dostał bowiem dość znaczne wsparcie od struktur unijnych i Białoruś rzeczywiście korzystała na ociepleniu z Europą.
- W tym momencie rozpętanie konfliktu z mniejszością polską jest czymś absolutnie nielogicznym. Można to tłumaczyć psychologią Łukaszenki - jest on typem przywódcy, który nie może pozwolić sobie na istnienie w państwie żadnych struktur, które nie są mu podległe. Związek Polaków na Białorusi był organizacją niezależną i z tego powodu spotykały go represje od wielu lat, właściwie od samego dojścia Łukaszenki do władzy - tłumaczyła Nocuń.
- Na Białorusi nawet organizacje, które bronią praw kobiet, działają w zakładach pracy, które są absolutnie niepolityczne i w żaden sposób nie mogą zagrażać reżimowi, są tępione i tak samo spotykają je represje. Polska jest częścią tej układanki - dodała.
Z kolei Grzegorz Gromadzki podkreśla, że prezydent Łukaszenka jeszcze pół roku temu "był bardzo przestraszony skalą kryzysu ekonomicznego na świecie, który bardzo silnie dotknął również Białoruś". - W tej chwili jest trochę w lepszym nastroju i może sobie pozwolić na tego rodzaju testowanie Europy - uważa ekspert.