Mullen: Nie wiadomo, kiedy zakończy się ofensywa w Afganistanie

awe, PAP
14.02.2010 , aktualizacja: 14.02.2010 19:49
A A A Drukuj
Przewodniczący kolegium szefów sztabów sił zbrojnych USA, admirał Mike Mullen oświadczył w niedzielę, że obecna rozległa ofensywa przeciwko afgańskim talibom rozwija się pomyślnie, ale trudno ocenić, kiedy się zakończy.
Przewodniczący Kolegium Połączonych Sztabów admirał Mike Mullen
Fot. Haraz N. Ghanbari AP
Przewodniczący Kolegium Połączonych Sztabów admirał Mike Mullen
Amerykańscy stratedzy mają nadzieję,
że odbicie Mardży z rąk talibów
przeważy szalę wojny na stronę
zachodniej koalicji. W ataku weźmie
udział 15 tys. żołnierzy z USA
i Wielkiej Brytani
Amerykańscy stratedzy mają nadzieję, że odbicie Mardży z rąk talibów przeważy szalę wojny na stronę zachodniej koalicji. W ataku weźmie udział 15 tys. żołnierzy z USA i Wielkiej Brytani
- Rozpoczęła się dobrym startem - powiedział Mullen dziennikarzom podczas wizyty w Izraelu, gdy zapytano go o postępy ofensywy, skupiającej się na opanowaniu miasta Mardżeh. - W tej chwili bardzo trudno jest przepowiadać (kiedy się zakończy). W fazie planowania mówiliśmy o kilku tygodniach, ale nie wiem, czy tak będzie - zaznaczył.

Według Mullena, celem ofensywy jest rozciągnięcie kontroli władz afgańskich nad ostatnim dużym matecznikiem rebeliantów w prowincji Helmand. - Jest to ukierunkowane na ludzi. Nie jest to ukierunkowane na talibów i nie jest strategią wyłącznie oczyszczania terenu, ale utrzymania go i potem solidnego budowania, by był tam składnik cywilny i lokalny zarząd, który ma być również zainstalowany - powiedział admirał, zajmujący najwyższe stanowisko w wojskowej hierarchii Stanów Zjednoczonych.

Największa ofensywa od lat

Siły NATO prowadzą największą od dekady ofensywę militarną w Afganistanie. W ramach operacji "Musztarak", co w języku dari znaczy "razem" wojska wkroczyły do miasta Mardża, twierdzy talibów w prowincji Helmand. Siły NATO ogłosiły sukces pierwszej fazy operacji.

W tej chwili toczą się zacięte walki o odzyskanie kontroli nad miastem Mardża - uważanym za bastion talibów. Ekstremiści zgromadzili tam około dwóch tysięcy bojowników. Ofensywa następuje powoli, chodzi o uniknięcie strat własnych oraz ofiar wśród ludności cywilnej. Żołnierze napotykają na swojej drodze na miny i ostrzał snajperów. W trwającej drugi dzień operacji zginęło pięciu żołnierzy koalicji i około trzydziestu talibskich bojowników.

NATO potwierdziło, że w czasie ofensywy w afgańskiej prowincji Helmand w ostrzale rakietowym prowadzonym przez żołnierzy Sojuszu zginęło 12 cywilów. Dwie rakiety chybiły celu i trafiły w prywatny dom w mieście Mardża, o które obecnie toczą się walki.

Głównodowodzący sił NATO w Afganistanie generał Stanley McChrystal wyraził "głęboki żal z powodu tragicznej śmierci cywilnych osób". Powiedział, że wojska NATO zrobią wszystko co możliwe, aby w przyszłości uniknąć takich zdarzeń. System kierujący wystrzeliwaniem rakiet został poddany kontroli.

Chcą wyprzeć talibów z "opiumowej" prowincji

W początkowej fazie wspólnej ofensywy wojsk NATO i Afganistanu bierze udział ponad cztery tysiące amerykańskich marines i około półtora tysiąca żołnierzy armii afgańskiej. Mają oni zabezpieczyć centrum Mardży. Za nimi podążają już czołgi i jednostki inżynieryjne. W dalszej części ofensywy wezmą udział Brytyjczycy, Duńczycy, Francuzi i Estończycy. Łącznie w akcji bierze udział 15 tysięcy żołnierzy sił koalicji.

Ofensywa ma na celu wyparcie talibów z prowincji Helmand, skąd przeprowadzane są zbrojne wypady przeciw siłom międzynarodowym oraz władzom afgańskim. W regionie znajdują się także ogromne obszary upraw maku opiumowego, którego sprzedaż jest jednym ze źródeł finansowania talibów.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się