Większość niemieckich gazet krytycznie ocenia kompromis w sporze o kandydaturę Eriki Steinbach do władz muzeum wysiedleń. Związek Wypędzonych zrezygnował z nominowania Steinbach do rady fundacji "Ucieczka, Wypędzenie, Pojednanie". W zamian rząd zgodził się na nowelizację ustawy o fundacji zgodnie z postulatami Związku.
Fot. THOMAS PETER REUTERS
Szefowa niemieckiego Związku Wypędzonych Erika Steinbach
Dziennik "Frankfurter Allgemeine Zeitung" pisze o "zakończeniu żałosnego przedstawienia". Jak ocenia, czwartkowe porozumienie tylko do pewnego stopnia pozwala zachować twarz stronom tego konfliktu - Minister spraw zagranicznych może nawet poszczycić się tym, że powstrzymał Erikę Steinbach, co nie udało się dotychczas całej Polsce - ironizuje "FAZ". Kandydaturę Steinbach zablokował szef MSZ Guido Westerwelle ze względu na zastrzeżenia Polski.
Dziennik dodaje, że rozszerzenie rady fundacji o trzech dodatkowych członków Związku Wypędzonych nie zwiększa wpływu tej organizacji, bo krok ten został zrównoważony przyznaniem w sumie pięciu dodatkowych miejsc Bundestagowi oraz Kościołom.
- Inżynierowie koalicji już się chwalą tym, jak dobre..., albo nie: jak genialne rozwiązanie przyszło im do głowy. Jednak również tę nową formułę w ewidentny sposób cechuje nieufność wobec wypędzonych i ich organizacji. Również to jest dokumentem odmowy oczywistego prawa. W tym przypadku - tu pani Steinbach ma rację - nie ma żadnych zwycięzców - pisze "FAZ".
Steinbach przesłoniła ideę
W ocenie "Berliner Zeitung" po zakończeniu sporu wokół Steinbach pewne jest, że upamiętnienie wypędzeń stało się wyłącznie niemieckim projektem. - Prawdopodobnie powstanie imponujące muzealne centrum na temat ucieczek i wypędzeń. Prawdopodobnie będą w nim pracować nie mniej wspaniali naukowcy. Ale to nie wystarczy, aby idea pojednania została trwale wcielona w życie. Steinbach wte, Steinbach we wte - brakuje po prostu europejskiego wymiaru tej pamięci - pisze "Berliner Zeitung".
"Zwycięstwo nierozsądku"
Tygodnik "Der Spiegel" pisze w swym internetowym wydaniu o "zwycięstwie nierozsądku". - W zamian za rezygnację z mniej czy bardziej pozbawionego znaczenia reprezentacyjnego stanowiska posłanka CDU Steinbach niezmiernie dużo wynegocjowała dla swojej organizacji i w ten sposób zmieniła statykę centrum upamiętnienia wypędzeń - ocenia "Spiegel Online".
- Stworzono symboliczną nierównowagę. Podczas gdy Kościoły ewangelicki i katolicki z 25 milionami członków w Niemczech mają po dwóch przedstawicieli w radzie fundacji, BdV, reprezentujący od kilkuset tysięcy do dwóch milionów członków - niewiadomo tego dokładnie - otrzymuje sześć miejsc - dodaje.