Na nagraniu monitoringu widać jak na ruchliwym skrzyżowaniu pędzące BMW uderza w grupę osób przechodzących - na zielonym świetle - przez przejście dla pieszych. Samochód zatrzymuje się, ale kierowca nie wysiada. Według świadków, cytowanych przez portal newsru, kierowca nie był w stanie wysiąść - tak był pijany.
Potrącił cztery osoby, dwie z nich są w ciężkim stanie w szpitalu: to 72-letni mężczyzna i 73-letnia kobieta.
Ledwo utrzymujący się na nogach oficer milicji nie był w stanie pomóc rannym. Nie zrobili tego też inni kierowcy, którzy omijali miejsce wypadku jakby nic się nie stało. Ani na moment nie ustał ruch samochodowy, uniemożliwiając pieszym - którzy czekali na chodniku aż
samochody ich przepuszczą - pomoc rannym.
Według świadków, gdy na miejsce przyjechał patrol milicji, sprawca wypadku nie został zatrzymany, ani nawet zbadany alkomatem. Zamiast tego, funkcjonariusze mieli rozmawiać z pijanym kierowcą "jak z przyjacielem".
Mimo, że od wypadku minęły cztery dni, sprawca wypadku Siergiej K. (mimo nie postawienia zarzutów prokuratura nie podała jego nazwiska) pozostaje na wolności. Ponadto organy ścigania już oświadczyły, że współwinnymi tragedii byli sami piesi. - Oprócz winy kierowcy, w incydencie zawinili i piesi, którzy przeszli przez jezdnię zanim włączyło się zielone światło - oświadczyła prokuratura. Na nagraniu
wideo widać, że piesi nie szli na czerwonym świetle - ruszyli, gdy zmieniło się na zielone.
Dziennikarze LifeNews ustalili, że BMW X5 którym kierował pijany milicjant, jest zarejestrowane na jego ojca pod rejestracją "444". Aleksander K. - jak podaje LifeNews - "pełni wysoką pozycję w strukturze władzy".