Ekspert KPP krytycznie ocenił ustawę antynikotynową i argumenty przedstawiane przez twórców projektu, którzy wskazywali, że w Europie Zachodniej zakaz palenia w miejscach publicznych nie spowodował spadku przychodów restauratorów czy właścicieli barów.
"Niepalący to większość" Adam Ambrozik powoływał się na badania przeprowadzone przez Konfederację Pracodawców Polskich wśród restauratorów - większość z nich obawia się wpływu ustawy antynikotynowej na biznes. Jego zdaniem również właściciele lokali "bez dymu" boją się zakazu - bo wzrośnie konkurencja tam, gdzie do tej pory działało niewielu.
- Palenie nie zmniejszy frekwencji w pubach - przekonywał z kolei dr Tadeusz Zielonka z Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego. - W Polsce pali 24 proc. kobiet i 38 proc. mężczyzn , tzn. że większość społeczeństwa jest niepaląca.
Wg dr. Zielonki ustawa stworzy odpowiednie warunki dla niepalących i spowoduje przypływ klientów, a nie odpływ.
"Sponsoring tytoniowy to duży zysk dla restauratorów" - Obecna sytuacja musi się zmienić - mówił dr Zielonka. - Dziś fikcją pozostaje nakaz rozdzielania przestrzeni dla palących i niepalących. Problemem jest też lobbing firm tytoniowych, które naciskają na tworzenie stref dla palących. Restauratorzy mają stąd duże zyski - panuje sponsoring między producentami papierosów a właścicielami pubów i restauracji w Polsce.
- Ustawa nie tylko przyniesie zysk zdrowotny, ale i finansowy - argumentował lekarz. - Państwo oszczędzi dzięki mniejszej liczbie zachorowań na raka płuc i krtani oraz zawałów serca, gdy miejsca publiczne przestaną być wypełnione tytoniowym dymem. Dotyczy to spadku liczby chorych wśród palaczy, ale i wśród niepalących - biernych palaczy. To są ogromne pieniądze - konkludował dr Zielonka.
O co chodzi w ustawie Projekt ustawy antynikotynowej, który zaakceptowała pod koniec stycznia sejmowa komisja zdrowia wprowadza całkowity zakaz palenia w lokalach gastronomicznych i rozrywkowych. Nie będą mogły być wydzielane tam nawet palarnie, choć nad ostatnią propozycją posłowie będą jeszcze głosować. Palenie ma być także niedozwolone na przystankach autobusowych, dworcach, pociągach, a nawet służbowych samochodach. "Dymek" w pracy będzie dozwolony tylko pod warunkiem, że pracodawca utworzy w zakładzie palarnię. Tyle, że nie będzie miał takiego obowiązku. Całkowity zakaz ma objąć także szkoły - poza uczelniami wyższymi (gdzie będą mogły powstawać palarnie), szpitale i ośrodki kultury. Projekt komisji zdrowia umożliwia tworzenie miejsc do palenia w domach pomocy, domach zakonnych, szpitalach psychiatrycznych, hotelach i schroniskach. Jeśli palacz zapali w miejscu niedozwolonym dostanie mandat w wysokości nawet 500 zł.
Dziś w Sejmie odbyła się debata nad projektem. Całkowity zakaz palenia popierają posłowie
PSL i
PiS. Platforma jest podzielona i walczy o liberalizację restrykcyjnych przepisów. Przeciw są parlamentarzyści lewicy.
Więcej