Bernard-Henri Levy, czołowy francuski intelektualista w swojej ostatniej książce z pełnym namaszczeniem cytuje prace filozofa Jean-Baptiste Botula. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że myśliciel nie istnieje. Jego postać i prace zostały wymyślone jako żart przez dziennikarzy z pisma satyrycznego.
AP/FRANCOIS MORI
Bernard Henri Levy
Levi w swojej ostatniej książce "Toczenie wojen w filozofii" (franc. "De la guerre en philosophie") powołuje się na filozofa Jean-Baptiste Botula. Myśliciel pochodzi z Niemiec i jest znawcą Immanuela Kanta. Tak naprawdę jest to postać fikcyjna, wymyślona przez dziennikarza Frederica Pages.
Wygląda na to, że taka informacja umknęła Bernardowi-Henri Levy. Czołowy francuski intelektualista także w trakcie publicznych występów cytował myśli nieistniejącego filozofa. Jego szczególnym upodobaniem cieszyła się praca "Życie seksualne Immanuela Kanta".
"Fałszywe, ale dobre"
Levy potrafił przyznać się do błędu. - Właśnie dowiedziałem się, że taki filozof nie istnieje - oświadczył w internetowym wydaniu jego pisma "La Regle du Jeu". Przyznał jednak, że był pod wrażeniem prac, które faktycznie wyszły spod pióra satyryka. - Gratuluję autorowi. To były świetne i bardzo wiarygodne teksty - przyznał.
Gafa Levy'ego stała się ulubionym tematem francuskich internautów. Ich zdaniem intelektualista publicznie się skompromitował. Bernard-Henri Levy ma nad Sekwaną ma status gwiazdy. Często gości na antenie francuskiej telewizji i na łamach plotkarskich gazet. Zarzuca mu się niedokładność badań w terenie oraz wymyślanie elementów własnej biografii.