Obraz się nie trzęsie, nie ma rys, i, co najważniejsze, ten niezwykle wizualny film odzyskał kolory. "Sanatorium pod klepsydrą" to kolejny tytuł, który został poddany rekonstrukcji w ramach projektu Kino RP. Filmy najpierw przenosi się na nośnik cyfrowy, niweluje drżenie obrazu, a potem, klatka po klatce, czyści z rys, pyłków i innych zabrudzeń, które powstały choćby podczas składowania. Filmy nie tylko odzyskują dawny blask, można je też ulepszyć, a przede wszystkim - dzięki cyfryzacji - kopiować, bez obaw że taśma filmowa się zniszczy.
Co właściwie zobaczymy w kinie?
Prof. Witold Sobociński, autor zdjęć do "Sanatorium pod klepsydrą": - To, co kiedyś chciałem zrobić, ale nie mogłem, bo nie pozwalała na to technika. Teraz mogę te obrazy poprawić, wyczyścić, upiększyć, nasycić kolory, albo je odjąć. Oczywiście w ramach rozsądku. Teraz z tego ekranu emanuje coś, co wcześniej nie mogło . Tajemnica tego procesu leży w niemal mnisiej pracy - retuszuje się każdą klatkę, każdy kadr. I co ważne - teraz można zachować na wieczność te wszystkie filmy, które miały znaczenie artystyczne. Dzięki cyfryzacji one się nie zestarzeją, nie zepsują, nie zjedzą ich myszy.
Postęp techniczny ratuje od zapomnienia. Ale czy technika aby nie psuje sztuki operatorskiej? Jeśli coś nam nie wyjdzie, możemy to zawsze poprawić w komputerze. Czasem całe ujęcia powstają w świecie wirtualnym.
Sobocinski: Ale i tak dobrze będą pracowali tylko ci, którzy mają talent. Technika im na pewno nie przeszkodzi. Choć sposób pracy oczywiście się zmienia. Dawniej nie było żadnych magicznych guzików, dawało się z siebie absolutnie wszystko i uruchamiało wyobraźnię. Kręciliśmy tak, jak nam wskazywała nasza wiedza o języku filmowym, nasza wrażliwość i serce. Nie można było na planie nic podejrzeć, a potem z drżeniem dwa tygodnie czekaliśmy na kopię z laboratorium. Kiedy przychodziła, człowiek był albo zachwycony albo płakał, bo okazało się, że był to knot. Teraz można wszystko kontrolować już w czasie zdjęć - można wybrać najlepsze ujęcie, można nawet skonsultować to z innymi.
Do tej pory mogliśmy oglądać zrekonstruowany "Popiół i Diament", "Austerię" i "Pociąg". Praca nad jednym filmem trwa, zależnie od poziomu zniszczenia taśmy, od miesiąca do nawet pół roku. Czuwa nad nią zwykle autor zdjęć - i to on decyduje jak daleko specjaliści od rekonstrukcji mogą się posunąć. Premiera kolejnych tytułów - w każdy drugi poniedziałek lub wtorek miesiąca w warszawskich kinach Silver Screen i Multikino. Za miesiąc, 8 marca, zobaczymy "Matkę Joannę od Aniołów".