Grzegorz Maj, korzystając z prawa do swobodnej wypowiedzi, podkreślił, że to, co media o nim piszą to pomówienia, których nie ma zamiaru pozostawić bez konsekwencji. Prawnikowi nie spodobały się także insynuacje i ostre pytania niektórych członków komisji hazardowej. Jarosławowi Urbaniakowi zagroził nawet, że pozwie go do sądu.
- Miałem to powiedzieć w innym miejscu, ale mówię teraz: chciałbym pana zapewnić, że na pewno rozstrzygniemy tę kwestię, z tym ze polem nie będzie komisja i zaproszenie mnie tutaj, ale zaproszenie pana na salę sądową - mówił zdenerwowany.
Za pomówienie Maj uznał medialne doniesienia, że w jakiś niejasny sposób napisał projekt nowelizacji ustawy hazardowej i w porozumieniu, czy za wsparciem Przemysława Gosiewskiego chciał ją "realizować". - Jeszcze kolejnym pomówieniem jest stwierdzenie (które znalazło się w
analizie CBA - przyp. zsz), które mówi, że wspólnie z prezesem Kalidą zamykaliśmy usta urzędnikom w Ministerstwie Finansów - oświadczył Maj.
Prawnik Totalizatora Sportowego pisał ustawę? Według doniesień medialnych (oraz ujawnionej analizy CBA) projekt nowelizacji ustawy hazardowej zakładający m.in. obniżenie opodatkowania wideoloterii powstał w Totalizatorze Sportowym (według mediów, jego autorem miał być właśnie Grzegorz Maj), który miał monopol na prowadzenie tego rodzaju gier. Z powodu dużego obciążenia podatkowego (45 proc.) wideoloterie nigdy nie zostały uruchomione.
W czerwcu 2006 r. prezes Totalizatora Sportowego zaproponował projekt wiceministrowi finansów Marianowi Banasiowi. Następnie przez urzędniczkę ministerstwa finansów Annę Cendrowską i ówczesnego wiceszefa klubu
PiS Krzysztofa Jurgiela projekt trafił do Przemysława Gosiewskiego z uwagą, by szedł jako projekt klubowy, a nie rządowy, ponieważ departament gier w ministerstwie finansów "był uwikłany" (takie określenie znalazło się w
tzw. notatce Gosiewskiego).
CBA w swojej analizie (którą jednak
podważył były szef CBA Mariusz Kamiński) napisał, że Maj wraz z ówczesnym szefem TS Jackiem Kalidą - wykorzystując polityczne poparcie Gosiewskiego - mieli zamykać usta urzędnikom ministerstwa finansów, którzy sprzeciwiali się forsowanym przez nich zmianom. Ale sprawą się nie zajęło, bo "uwikłany" departament został rozwiązany.
Znajomość "czysto zawodowa" z Gosiewskim Grzegorz Maj przekonywał posłów, że nie ma żadnej wiedzy, czy jakikolwiek projekt nowelizacji ustawy z czerwca 2006 r. powstał w Totalizatorze Sportowym. W innym miejscu przekonywał z kolei, że to nie było tak, iż Totalizator napisał jakąś ustawę. - Proponował jedynie szereg rozwiązań, a to zasadnicza różnica - podkreślił Maj.
Świadek wyjaśniał, że w Totalizatorze pracował od maja 2006 r., czyli niewiele ponad miesiąc od przekazania projektu nowelizacji do Ministerstwa Finansów, do kwietnia 2007 r.
Na pytania o znajomość z czołowymi politykami PiS, Grzegorz Maj zdradził, że osobiście nie poznał Jarosława Kaczyńskiego, choć pełnił
funkcję jego oficjalnego doradcy, gdy był premierem. Przyznał także, że Przemysława Gosiewskiego zna od 2003 r., ale nigdy z nim nie rozmawiał na temat ustawy hazardowej. Dodał, że poseł PiS dopiero niedawno skontaktował się z nim, gdy media zaczęły podawać, że ustawa z czerwca 2006 r. miała być pisana w Totalizatorze Sportowym.
TS zainteresowany ustawą, bo miał kłopoty finansowe Grzegorz Maj przekonywał członków komisji hazardowej, że powodem zainteresowania Totalizatora ustawą hazardową było dramatyczne pogorszenie sytuacji finansowej spółki. Jak powiedział, jeszcze w 2003 r. państwowy monopolista miał ponad 50 proc. udziału w rynku gier, dwa lata później - już tylko 35 proc. Maj zaznaczył też, że w 2006 roku 70 proc. dochodów do budżetu państwa z całego rynku hazardu pochodziło od TS.
- Ta dysproporcja wynikała z przyjętych rozwiązań w kolejnych nowelizacjach w ustawie o grach i zakładach wzajemnych, które dyskryminowały własność skarbu państwa, tworząc preferencyjne warunki do rozwoju sektora prywatnego - powiedział Maj.
Grzegorz Maj, jako przedstawiciel Totalizatora Sportowego, pracował także na przełomie 2006 i 2007 r. w zespole - powołanym przez ówczesną minister finansów Zytę Gilowską - który miał przygotować rządowy projekt nowelizacji ustawy hazardowej. W wyniku prac zespołu - jak zeznała przed komisją Gilowska - powstał projekt, który również przewidywał obniżenie opodatkowania wideoloterii, jednak kierownictwo resortu finansów nie zgodziło się na te zapisy.
"Nie tylko GTech skorzystałby z wideoloterii" Maj zaznaczył, że nie jest przekonany, iż to firma Gtech musiała realizować projekt wideoloterii. Zwrócił także uwagę, że umowa z Gtech została zawarta "na wiele lat przed 2006 rokiem" i w 2006 r. zarząd Totalizatora Sportowego nie miał wpływu na ustalanie warunków tej umowy.
- Jako krzywdzące i naruszające moje dobre imię uważam twierdzenie, że przygotowywane zmiany miały służyć interesom firmy Gtech. Wszelkie proponowane zmiany miały na celu maksymalizację przychodów skarbu państwa, nie wskazywanie optymalnego partnera do realizacji projektu - oświadczył Maj.
Zdaniem Maja, twierdzenie, że działania były nakierowane na zapewnienie zysków firmie Gtech, a nie Totalizatorowi Sportowemu "można porównać do twierdzenia, że ktoś kupuje
samochód nie po to, aby nim jeździć, ale by zyskały na tym firmy motoryzacyjne". - To totalny absurd - ocenił.
W trakcie prawie 5-godzinnego przesłuchania Maja, najmniej pytań do dzisiejszego świadka komisji hazardowej mieli posłowie PiS: Beata Kempa i Zbigniew Wassermann.