Nabrała wszystkich: księży, prawników i lekarzy

Anna Gmiterek - Zabłocka, TOK FM
08.02.2010 , aktualizacja: 08.02.2010 17:34
A A A Drukuj
Oszukała ponad sto osób, m.in. księży, lekarzy i pracowników wyższych uczelni. Brała od nich pieniądze i obiecywała zyski z giełdy. Elżbieta W. przez siedem lat swojej działalności wyłudziła od ludzi ponad cztery i pół miliona złotych. Zaczęła w 1994 roku. W poniedziałek Sąd Rejonowy w Lublinie po kilku latach procesu wydał wyrok w tej sprawie.
Akta sądowe
Fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta
Akta sądowe
Elżbieta W. miała ogromny dar przekonywania. Na co dzień pracowała w banku, dlatego ludzie wierzyli, że potrafi dobrze inwestować. Wmawiała, że sama ma na koncie miliony złotych. Działała na własny rachunek. Pokazywała sfałszowane dokumenty, by uprawdopodobnić to co mówiła. Obiecywała duże zyski z giełdy. Wmawiała, że pomoże w zakupie mieszkania po bardzo atrakcyjnych cenach. Dostawała od ludzi najróżniejsze kwoty, najczęściej po kilkadziesiąt tysięcy złotych. Swoją przestępczą działalność rozpoczęła w 1994 roku i prowadziła ją przez siedem lat.

Pieniądze dawali jej m.in. nauczyciele akademiccy, prawnicy, lekarze, a także kilkunastu księży. Dała się poznać jako osoba niezwykle religijna, jeździła na pielgrzymki. - Łudziła wielkimi zyskami i pięknym kolorowym światem. Tłumaczyła, że z 20 tysięcy w ciągu miesiąca będą mieć 50 tysięcy - uzasadniała wyrok sędzia Katarzyna Żmigrodzka. Część oszukanych do dziś nie wierzy, że padła ofiarą przestępstwa. Nie czują się pokrzywdzeni, dalej wierzą w "swoją panią Elę", którą sąd skazał w poniedziałek na siedem lat bezwzględnego więzienia.

Elżbiety W., ani dwóch innych oskarżonych w tej sprawie, jej męża Andrzeja W. i znajomego Jana Z. nie było na ogłoszeniu wyroku. Była za to jedna z pokrzywdzonych, sąsiadka Elżbiety W. z lat dziecięcych, Teodora Maiło. - Byłam wdową z trojgiem dzieci, więc brakowało mi pieniędzy. Powiedziała, że jak zainwestuję, to zyskam. Strasznie to było perfidne - mówi ze łzami w oczach pani Teodora. - Elżbieta W. miała wyjątkowy dar przekonywania. Gdyby poszła w politykę, byłoby o niej głośno - opisuje znajomą.

Oskarżona spędziła w areszcie dwa lata. Ostatnio odpowiadała z wolnej stopy. W poniedziałek sąd zdecydował, że mimo iż wyrok jest nieprawomocny wróci do aresztu. Prawdopodobnie zostanie doprowadzona przez policję.

Sąd uznał także, że oprócz kary więzienia oszustka ma również zapłacić wysoką grzywnę i naprawić wyrządzoną szkodę. Musi oddać swoim ofiarom ponad milion złotych. Szkoda byłaby większa, gdyby nie to, że część pieniędzy już wcześniej oddała.

Podziel się