W drugiej turze wyborów prezydenckich na Ukrainie Janukowycz otrzymał 48,53 proc. poparcia, podczas gdy na Tymoszenko głosowało 45,88 proc. uprawnionych. Komisja podała te dane po przeliczeniu 98 proc. kart do głosowania.
Po przeliczeniu połowy głosów przywódca ukraińskiej opozycji miał blisko 5-procentową przewagę nad swą rywalką, premier Julią Tymoszenko. Według tych danych, Janukowycz otrzymał 49,6 proc. poparcia, podczas gdy na Tymoszenko głosowało 44,72 uprawnionych.
Mimo, że nie przeliczono jeszcze wszystkich głosów Centralna Komisja Wyborcza podała, że Janukowycz już na pewno zostanie prezydentem Ukrainy. Zaś jego przewaga nad Tymoszenko może być tylko większa.
Spokojne głosowanie i protest feministek Zobacz zdjęcia z głosowania>>> W regionach tradycyjnie sprzyjających Partii Regionów do urn poszło więcej wyborców niż na zachodzie. Frekwencja wyniosła 69,07 proc., czyli o 2,3 punktu więcej niż w pierwszej turze 17 stycznia. Ze względu na małą różnicę głosów, właśnie wyższa frekwencja we wschodniej Ukrainie mogła przesądzić o zwycięstwie Janukowycza.
Głosowanie przebiegło spokojnie. Obserwatorzy zagraniczni zgodnie twierdzą, że wybory były uczciwe i że nie stwierdzono nieprawidłowości. Nie zanotowano również większych incydentów, oprócz protestu ukraińskich feministek z grupy "Femen".
Pięć dziewczyn weszło do pełnego dziennikarzy punktu wyborczego. Przy urnach feministki zrzuciły część stroju i niemal półnagie prezentowały transparenty nawołujące m.in. do "zakończenia gwałtów na państwie". Tłumaczyły dziennikarzom, że ostatnie wydarzenia polityczne na Ukrainie mogą doprowadzić do "końca demokracji". Feministki - znane z wcześniejszych podobnych akcji - przyznały, że przyszły do komisji Janukowycza, bo na niej swoją uwagę skupiły media. Twierdzą, że nie opowiadają się za żadnym kandydatem na prezydenta.
Opublikowane po głosowaniu wyniki sześciu sondaży powyborczych, tzw. exit-polls, dają Janukowyczowi od 48,7 proc. do 50,26 proc. głosów. Zgodnie z nimi Tymoszenko uzyskała od 44,2 proc. do 45,6 proc. poparcia
Niepokoje po wyborach? Według komentatorów, premier Ukrainy nie pogodzi się z wynikiem wyborów, co może wywołać kryzys polityczny w tym kraju. - Ukrainie grożą niepokoje społeczne. Julia Tymoszenko przygotowywała opinię publiczną do tego, że uruchomi protesty społeczne w przypadku, gdy przegra wybory - podkreśla eurodeputowany PO
Paweł Zalewski.
Podobnie uważa dr Grzegorz Kostrzewa-Zorbas. - Wyścig się nie zakończy przed rozstrzygnięciami sądowymi, a po drodze będą demonstracje uliczne, nocne czuwania i inne takie działania propagandowe - mówi.
Zwolennicy Janukowycza szykują się na protesty Pod Centralną Komisją Wyborczą zebrało się kilkuset zwolenników Partii Regionów. Ugrupowanie organizuje demonstrację pod hasłem obrony wyników wyborów. Wczoraj ukraiński portal pravda.com.ua podawał, że w manifestacji ma wciąż udział nawet 50 tys. osób.
Istnieją obawy, ze wyniki wyborów może podważyć Tymoszenko i doprowadzić do ponownych wyborów. Pięć lat temu w ten sposób Janukowycz przegrał wybory z Wiktorem Juszczenko. Jednak wtedy udowodniono, że wybory były fałszowane, w odróżnieniu do tegorocznych.