Tomaszewski trafił do Orlenu za czasów prezesury Piotra Kownackiego, byłego szefa Kancelarii Prezydenta. - Jego umowa o pracę została rozwiązana z upływem terminu, na który była zawarta. Nie przewidywała odprawy, nie obowiązuje go także zakaz konkurencji - powiedzieli tygodnikowi "Wprost" przedstawiciele firmy.
Chciał kupić tron Augusta Mocnego We wrześniu 2009 r. Tomaszewski został zatrudniony w Orlenie na stanowisku doradcy ds. mediów. Ten z wykształcenia plastyk pracę w firmie dostał niecały miesiąc po tym, jak funkcję prezesa objął Piotr Kownacki, bliski współpracownik głowy państwa. Kuzyn braci Kaczyńskich zarabiał w państwowej spółce ok. 10 tys. zł netto. Na swoim stanowisku zasłynął oryginalnymi pomysłami: chciał wyświetlić reklamy spółki na niebie, proponował swoim szefom zakup tronu Augusta Mocnego za, bagatela, kilka milionów euro.
- W ciągu dwóch lat widziałem go w pracy może dwa razy - powiedział pracownik spółki. Z informacji, jakie "Wprost" uzyskał w biurze prasowym Orlenu, wynikało, że kuzyn prezydenta przebywał na "długookresowym zwolnieniu lekarskim". Jego umowa o pracę wygasła 31 grudnia 2009 roku. Szefostwo spółki nie było zainteresowane kontynuacją współpracy.
Człowiek od wszystkiego Tomaszewski ma na swoim koncie wiele intratnych posad w państwowych spółkach. Kuzyn braci Kaczyńskich zarabiał ponad 30 tys. zł. Był zatrudniony na aż trzech pełnych etatach na raz. Do tego w branżach egzotycznych z punktu widzenia jego kwalifikacji. Pracował w
TVP (8 tys. zł), miejskich wodociągach (5-6 tys. zł) i Orlenie (18 tys. zł.).
W warszawskich wodociągach Tomaszewski popisał się niecodziennymi pomysłami na promocję przedsiębiorstwa. Plastyk planował budowę specjalnej kurtyny wodnej do widowisk światło-dźwięk. Instalacje przeszklonych wind i taras widokowy. Pracownicy wodociągów zgodnie powtarzają, że projekty były "niezwykle kosztowne i trudne w realizacji".
Stanowisko miał mu załatwić związany z
PiS Stanisław Bortkiewicz, ochrzczony przez prasę "supermanem Kaczyńskich".- Sam pan Tomaszewski był trudny do uchwycenia. Nawet przez komórkę. Rzadko pojawiał się w pracy - tłumaczy dziennikarzom gazety Joanna Korzeniowska z Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji. Mimo to zarabiał 2-3 tys. zł więcej niż inni pracownicy na tych samych stanowiskach.