Janukowycz o wyborach: To koniec pomarańczowych

mar, PAP
05.02.2010 , aktualizacja: 05.02.2010 21:14
A A A Drukuj
Druga tura wyborów prezydenckich przyniesie Ukrainie koniec "pomarańczowej władzy" - oświadczył prorosyjski kandydat na prezydenta Wiktor Janukowycz, kończąc kampanię wyborczą przed zaplanowanym na niedzielę głosowaniem.
Wiktor Janukowycz pozdrawia swoich zwolenników
Fot. Efrem Lukatsky AP
Wiktor Janukowycz pozdrawia swoich zwolenników
Zwolennicy Janukowycza na Placu Michajłowskim w Kijowie
Fot. Efrem Lukatsky AP
Zwolennicy Janukowycza na Placu Michajłowskim w Kijowie
GALERIA ZDJĘĆ
SERWISY
Piątek jest ostatnim dniem agitacji, gdyż o północy na Ukrainie zacznie obowiązywać cisza przedwyborcza.

"7 lutego będzie dniem naszego zwycięstwa. Tak nam dopomóż Bóg" - mówił Janukowycz do około dwutysięcznego tłumu, zebranego na placu Michajłowskim w Kijowie.

"7 lutego stanie się dniem odpłaty dla pomarańczowej władzy i Julii Tymoszenko. Otrzyma ona czerwoną kartkę, która odprawi ją na polityczną emeryturę" - podkreślił, mówiąc o swej kontrkandydatce w walce o najwyższy urząd w państwie.

Janukowycz nie lubi pomarańczowego, gdyż przypomina mu o porażce, której doznał, kandydując na prezydenta w poprzednich wyborach w 2004 r. Pomarańczowy był kolorem kampanii wyborczej jego ówczesnego rywala, obecnego prezydenta Wiktora Juszczenki, popieranego wtedy przez Tymoszenko.

Po starciu wyborczym z Juszczenką Janukowycz został wówczas obwołany zwycięzcą drugiej tury wyborów, która - jak się okazało - została sfałszowana na jego korzyść. Gdy w proteście przeciwko fałszerstwom Ukraińcy wyszli na ulice, wyniki wyborów anulowano, a w powtórce wygrał prozachodni Juszczenko. Wydarzenia te znane są jako pomarańczowa rewolucja.

"Przyniesie pan koniec pomarańczowej dżumy"

Za kolorem pomarańczowym nie przepada także elektorat Janukowycza, skoncentrowany przede wszystkim na wschodzie i południu kraju. Niechęć ta była odczuwalna podczas połączeń telewizyjnych m.in. z Donieckiem, Charkowem i Odessą, do których dochodziło podczas ostatniego przed głosowaniem spotkania wyborczego.

"Wiktorze Fiodorowyczu! Czekamy, że przyniesie nam pan koniec tej pomarańczowej dżumy. Niech pan zakończy ten bezład i wprowadzi w państwie porządek " - mówił zwolennik Janukowycza z Odessy.

Sam kandydat na prezydenta słuchał tych słów ubrany w czarny płaszcz, na który padały płatki gęsto sypiącego śniegu, uśmiechał się i machał ręką.

Wiec Janukowycza miał się rozpocząć o godz. 17 czasu polskiego, jednak opóźnił się z powodu wiecu Tymoszenko, która zebrała swych zwolenników na oddalonym o kilkaset metrów od placu Michajłowskiego placu św. Zofii.

Tymoszenko zaprosiła tam dostojników obecnych na Ukrainie Kościołów, a jej wystąpienie, zapowiadane jako "Modlitwa za Ukrainę", poprzedziły śpiewy chórów cerkiewnych.

Sztab Janukowycza opóźnił w tej sytuacji ostatni przed wyborami wiec swego szefa o godzinę. Gdy zakończyła się uroczystość jego rywalki, Janukowycz wyszedł na scenę w otoczeniu gwiazd ukraińskiej estrady.

W pierwszej turze wyborów, 17 stycznia, różnica w poparciu dla obojga kandydatów wyniosła ponad 10 procent: na Janukowycza głosowało 35,32 proc., a na Tymoszenko 25,05 proc. wyborców.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się