Biełsat podał wcześniej, że jego współpracownik został zatrzymany przez milicję, gdy wyszedł z
mieszkania wynajmowanego przez oficjalnego przedstawiciela telewizji w Mińsku.
Dziennikarzowi zarzucono napaść na milicjanta. Według zarzutów miał on uderzyć funkcjonariusza - wyjaśnił Dzikawicki. Dodał, że nie może się do niego obecnie dodzwonić. - Uruchamiamy naszych prawników i będziemy (go) szukać - zapowiedział.
.- Jestem pełna obaw, bo to bardzo poważny zarzut. Jego postawienie może oznaczać, że władze chcą wsadzić Iwana Szulhę do wiezienia. Od miesięcy nie notowaliśmy tak drastycznych represji wobec dziennikarzy ze strony reżimu Łukaszenki - mówi tvp.info Agnieszka Romaszewska-Guzy, dyrektor TV Biełsat.
Milicja spisała dane osób przebywających w mieszkaniu wynajmowanym przez przedstawiciela telewizji. Jak powiadomił Dzikawicki, w mieszkaniu było siedmiu-ośmiu ludzi. Nie jest jasne, czy wszystkie te osoby, czy tylko niektóre zostały spisane przez milicję.
Jak informował wcześniej Biełsat, podczas gdy milicjanci próbowali wejść do mieszkania, zamkniętym w nim współpracownikom telewizji odcięto prąd.
Nie ma zgody na otwarcie biur Biełsat TV, finansowana przez rząd polski
telewizja przygotowywana przez Białorusinów dla Białorusinów, powstała w 2007 r. Ma przełamać monopol informacyjny mediów związanych z władzą prezydenta Alaksandra Łukaszenki, a także wspierać kulturę białoruską i tamtejszą świadomość narodową.
Prawnie wchodzi w skład Telewizji Polskiej. Nad inicjatywą patronat objęło polskie MSZ. Mimo wielu starań telewizja do dziś nie dostała zgody białoruskich władz na otwarcie swoich biur na Białorusi.