Ktoś spędził w tajemnicy kilkadziesiąt minut z ciałem Olewnika

tan, PAP, IAR
02.02.2010 , aktualizacja: 02.02.2010 11:49
A A A Drukuj
Miejscowość Dzbądź położona 100 km od Warszawy. Tu w dole na szambo więziony był Krzysztof Olewnik przez ostatnie 19 dni życia Fot. Damian Kramski / AG Miejscowość Dzbądź położona 100 km od Warszawy. Tu w dole na szambo więziony był Krzysztof Olewnik przez ostatnie 19 dni życia
PRZEGLĄD PRASY. W 2006 r., podczas identyfikacji zwłok Krzysztofa Olewnika, działy się rzeczy dziwne i sprzeczne z procedurami, twierdzi "Rzeczpospolita", która dotarła do nowych faktów dotyczących tego śledztwa.
Krzysztof Olewnik
fot. Piotr Augustyniak / AG
Krzysztof Olewnik
Cmentarz w Płocku, ekshumacja zwłok Krzysztofa Olewnika. 26 stycznia 2010 roku
Fot. Piotr Augustyniak / Agencja Gazeta
Cmentarz w Płocku, ekshumacja zwłok Krzysztofa Olewnika. 26 stycznia 2010 roku
Czy z grobu w Płocku wyjęto Krzysztofa Olewnika? Czytaj tutaj

Dziennik ustalił, że 28 października 2006 roku - w dniu, w którym szczątki umieszczono w prosektorium, ktoś w tajemnicy, pod nieobecność prokuratora, wszedł do środka. "Rzeczpospolita" podkreśla, że ustaliła to u dwóch niezależnych źródeł.

Wątkiem zajmują się gdańscy śledczy badający błędy w sprawie Olewnika.

Jeden z informatorów wyjaśnia, że do prosektorium można wejść tylko po wstukaniu specjalnego kodu. Znają go jedynie biegli i ochrona budynku. Jak czytamy, każdorazowe wpisanie kodu było automatycznie zapisywane w komputerze ochrony.

"Rzeczpospolita" dowiedziała się, że kilka dni przed ekshumacją szczątków Olewnika (miała miejsce 26 stycznia br.) prokurator z Gdańska w asyście policji i technika zjawił się u właściciela firmy, która w 2006 r. ochraniała prosektorium. Wyjęli twardy dysk z komputera firmy, by sprawdzić zapisane tam dane. Dzięki temu dowiedzieli się o potajemnej wizycie w prosektorium 28 października 2006 r.

"Rzeczpospolita" ustaliła, że nie byli to ochroniarze. Źródło podaje, że podczas przesłuchań zostanie ustalone, czy do środka nie wchodził któryś z biegłych.

Zidentyfikowanie tej osoby jest konieczne, by ustalić, kiedy pobrano do badań próbki zwłok zamordowanego. Do dziś nie wiadomo bowiem, kto i kiedy wziął je do analizy.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się