Wybuchł gaz. Mieszkańcy: Nic nie było widać

Jolanta Kowalewska, Gazeta Wyborcza
30.01.2010 , aktualizacja: 30.01.2010 15:42
A A A Drukuj
Ewakuowani mieszkańcy bloków znaleźli schronienie w pobliskiej szkole Fot. Artur Kubasik / Agencja Gaz Ewakuowani mieszkańcy bloków znaleźli schronienie w pobliskiej szkole
Huk, kłęby dymu, ciemność i przeraźliwe krzyki - taki obraz mają przed oczami mieszkańcy budynku, w którym nastąpił wybuch gazu.
Ewakuowani mieszkańcy bloków znaleźli schronienie w pobliskiej szkole
Fot. Artur Kubasik / Agencja Gaz
Ewakuowani mieszkańcy bloków znaleźli schronienie w pobliskiej szkole
Mieszkania na parterze zniszczone w wybuchu gazu
Fot. Artur Kubasik / Agencja Gazeta
Mieszkania na parterze zniszczone w wybuchu gazu
Adam Świąder z czwartego piętra powtarza: Największe szczęście to miała nasza sprzątaczka. Pięć minut przed wybuchem zdążyła wyjść z tej nieszczęsnej piwnicy. Już gdy nas ewakuowano to stała pod budynkiem i patrzyła się na miejsce, w którym mogła zginąć.

Adam Świąder około 8 rano wybierał się na zakupy. Doszedł do metalowych drzwi na klatce schodowej, na czwartym piętrze i nagle odrzucił go podmuch powietrza. - Słyszałem wybuch, szybko pobiegłem do domu zaalarmować żonę i córkę - opowiada. Chcieliśmy uciekać, nałożyłem na twarz mokry ręcznik ale już nie dało się wyjść z mieszkania, było ciemno, dusił dym. Córka usłyszała nawołującego strażaka, byśmy nie opuszczali swoich mieszkań. Nie dało się przejść.

Gdy kłęby dymu opadły strażacy pukali kolejno do drzwi, kazali je opuszczać i koniecznie zabierać ciepłe ubrania. - Słyszałem jak nawołują się przez swoje radiotelefony - opowiada ŚWiąder. - Zaglądali do każdych drzwi, czy wszyscy opuszczają mieszkania. Słyszałem, jak jeden z ratowników krzyczał, że starsza pani nie jest w stanie wyjść samodzielnie. Później widziałem jak nieśli ją na krzesełku.

Niektórzy z mieszkańców przedzierali się przez kłęby dymu. - Jednak na pierwszym piętrze się zablokowaliśmy - opowiada Klara Łakatosz, która z całą rodziną schodziła z szóstego piętra. Było strasznie gorąco, ciemno, dym gryzł w oczy i gardło. Szybko uciekliśmy do jednego z mieszkań. Tam były pootwierane oka, zaczerpnęliśmy świeżego powietrza.

Klara Łakatosz z budynku uciekała z wnuczką na rękach - pięcioletnią Wiktorią.

Mała Wiktoria w szpitalu pokazywała reporterce Gazety jak babcia niosła ją na rękach. - Gdyby nie babcia to strasznie bym się bała - mówiła.

Zobacz więcej na temat:

Podziel się