'"Plan Tuska to nowomowa. Jak na zjeździe PZPR w 1948 roku"

s, PAP
30.01.2010 , aktualizacja: 30.01.2010 14:16
A A A Drukuj
Donald Tusk przedstawia swój plan gospodarczy Fot. Wojciech Olkuśnik / Agencja Gazeta Donald Tusk przedstawia swój plan gospodarczy
Politycy PiS-u uważają, że Plan Rozwoju i Konsolidacji Finansów na lata 2010-2011 zaprezentowany przez Donalda Tuska to zbiór życzeń i nie ma w nim konkretów. - Miałam wrażenie, że ktoś chce mi wcisnąć kit - mówi Joanna Kluzik-Rostowska. Jej zdaniem autorzy planu użyli niezrozumiałej nowomowy.
Jako przykład podała fragment tekstu: "Powinno to zapewnić nieskrępowane działanie automatycznych stabilizatorów koniunktury, nakierowanych na zmniejszenie wahań cyklicznych w gospodarce oraz sprzyjać utrzymaniu długu publicznego na bezpiecznym poziomie". W ocenie posła PiS Pawła Poncyljusza, nowomowa - używana w tekście planu - przypomina słownictwo używane na Zjeździe Zjednoczeniowym PZPR w 1948 roku.

Zdaniem Kluzik-Rostkowskiej, Tusk - przedstawiając w piątek plan naprawy finansów publicznych - występował jako szef Platformy Obywatelskiej, a nie jako szef rządu. Jak zauważyła, politycy koalicyjnego PSL nie wiedzieli, co jest w planie Tuska.

- To, co zostało w piątek zaprezentowane, świadczy albo o wielkiej naiwności Tuska - który myśli, że Polacy mu uwierzą - albo o wielkim cynizmie premiera, który zakłada, że cokolwiek powie, byle ładnie to wyglądało, to na pewno się sprzeda i Polacy w to uwierzą. Ja już premierowi nie wierzę - podkreśliła Kluzik-Rostkowska.

Rzecznik rządu Paweł Graś tłumaczył w sobotę w rozmowie z dziennikarzami, że plan należy traktować jako propozycje. Jednak jak dodał, premierowi i Platformie zależy, by regulacje - jak na przykład walka z nadmiernym zadłużaniem się - były wprowadzane raz na zawsze.

- Donald Tusk jest jak silnik diesla w traktorze, to znaczy zawsze zapali, ale za szybko nie pojedzie. My oceniamy ten plan, jako zbieraninę luźnych kartek z ministerialnych biurek, które na razie nie znalazły odzwierciedlenia w konkretnych działaniach rządu" - komentuje z kolei Paweł Poncyliusz.

Podziel się