- Każdy polityk, w którymś momencie myśli o tym, jak się zapisać w historii. Do tej pory Tusk nie dokonał nic wielkiego - mówi "Dziennikowi Gazecie Polskiej" prof. Ireneusz Krzemiński. Dla niego to jeden z powodów decyzji Tuska. Będą prezydentem miałby ograniczone możliwości działania. Poza tym "ulokowanie się w Pałacu Prezydenckim jest początkiem politycznej emerytury", a Tusk ma dopiero 52 lata.
Zdaniem Krzemińskiego, najwięcej na rezygnacji Tuska może zyskać
Lech Kaczyński. Pod warunkiem, że PO w wyborach prezydenckich wystawi "letniego kandydata", który nie zmobilizuje wyborców do głosowania. Wtedy zdyscyplinowany elektorat obecnego prezydenta może przesądzić o jego zwycięstwie.
Ireneusz Krzemiński jak i prof. Jacek Raciborski uważają, że najlepszym kandydatem PO byłby Bronisław Komorowski. - Z racji życiorysu jest bardzo polski". Komorowski uosabia wręcz stereotyp polskości: rodowód szlachecko-inteligencki, ojciec w AK, on sam już w głębokim PRL-u konspirował - wymienia Raciborski.
Tusk ratował rząd - Premier nie ma komu oddać partii - mówi "Polsce" socjolog, prof. Paweł Śpiewak, były poseł PO. Według nie to i potrzeba ratowania rząd, który przechodzi obecnie trudny okres, to powody, dlaczego Tusk zrezygnował.
Śpiewak dodaje, że w najbliższym czasie Donald Tusk będzie chciał osłabić władzę prezydenta i "zamknąć go w złotej klatce". Wtedy byłby nie tylko premierem, ale i również swego rodzaju prezydentem.