Europosłanka
SLD Joanna Senyszyn przestrzega polityków PO, liczących na to, że to właśnie oni będą kandydatem na prezydenta Platformy. - Dzielą skórę na Tusku. Zwietrzyli szansę. Już są w ogródku, już witają się z kaczką. Potencjalni kandydaci zapominają, by nie mówić hop, póki premiera nie przeskoczą. A do tego jeszcze daleko, jeśli w ogóle dojdzie - pisze na
blogu.
"Straciłby wszystko" - Lider PO za dużo by stracił, przegrywając po raz drugi wybory prezydenckie - w zasadzie straciłby wszystko! Ryzykuje mniej walcząc o drugą kadencję na funkcję szefa rządu - dowodzi na
blogu Ryszard Czarnecki.
Według niego, największe szanse na start ma teraz Bronisław Komorowski. - Zapewne PO pójdzie w kierunku Komorowskiego, który może mieć poparcie w samej PO, w przeciwieństwie do Radka Sikorskiego, który jest w praktyce politycznym singlem bez partyjnego zaplecza. Tusk uważa, że Sikorski jest nieprzewidywalny i bardzo szybko może politycznie "wybić się na niepodległość". Marszałek Sejmu i jest dla Tuska bardziej przewidywalny niż szef MSZ - pisze.
Teraz będzie się liczył kanclerz Wojciech Olejniczak widzi w decyzji Tuska początek głębszej zmiany w polskiej polityce. - Decyzja Tuska w istotny sposób zmienia logikę polskiego systemu politycznego. Do tej pory pięcioletnie cykle funkcjonowania partii politycznych podporządkowane były wyborom prezydenckim. Dzisiaj wydaje się, że palmę pierwszeństwa przejmą wybory parlamentarne - pisze na
blogu.
Jego zdaniem, teraz najważniejsze będę wybory na "kanclerza". - W 2011 roku Tusk będzie chciał poprowadzić PO do zwycięstwa. Jak w systemie niemieckim będzie on "kandydatem na kanclerza". Opozycja będzie musiała przeciwstawić mu swoich kandydatów. Dla
PiS-u będzie to zapewne
Jarosław Kaczyński. Również lewica musi wystawić swojego "kandydata na kanclerza" - pisze.
Zrezygnował z powodu afery hazardowej? Paweł Piskorski z kolei dowodzi na swoim
blogu, że decyzja Donalda Tuska miała tylko i wyłącznie związek z aferą hazardową. - Obawa przed tym, co powie były minister sportu i skarbnik Platformy musiała być na tyle duża, że premier w ostatniej chwili zmienił swoje wcześniejsze plany. Chodziło także i o to, aby wycofanie się Donalda Tuska z prezydenckiego wyścigu nie było interpretowane jako związane z aferą hazardową lub nawet wprost wynikające z zeznań Drzewieckiego - uważa.