W poniedziałek rzecznik rządu Paweł Graś mówił, że premier decyzję o tym, czy będzie startował w wyborach prezydenckich, czy nie, podejmie jeszcze zimą. Zapowiedział, że podjęcie tej decyzji jest "kwestią kilku tygodni".
Sam Donald Tusk mówił pod koniec grudnia, że sprawa jego udziału w wyborach prezydenckich jest kwestią bardzo odpowiedzialnej decyzji nie jego, jako "Donalda Tuska z jakimiś politycznymi marzeniami, tylko premiera polskiego rządu, który ma naprawdę jeszcze kawał roboty do wykonania".
- Dlatego w momencie, kiedy ta decyzja zostanie podjęta, nie będę nosił w sobie tej serdecznej tajemnicy, tylko natychmiast powiadomię o tym także opinię publiczną. To będzie niedługo - powiedział wówczas szef rządu.
PiS: To odwracanie uwagi od Mira Zdaniem PiS, dzisiejszy komunikat CIR i zapowiedź konferencji premier, to nic innego jak próba "przykrycia" przesłuchania przed komisją śledczą jednego z bohaterów afery hazardowej, byłego ministra sportu Mirosława Drzewieckiego.
Czytaj więcej komentarzy polityków>>> - Dziś o 10 GUS ogłosi wyniki gospodarcze za 2009 rok, o ile wiem pan premier miał w planach konferencję prasową, podczas której tak jak ma w zwyczaju poinformuje o wynikach - mówi w "Poranku Radia TOK FM" Michał Boni, szef doradców premiera.
Pytany, czy premier ogłosi decyzję w sprawie kandydowania w wyborach prezydenckich, Boni powiedział, że nie może "rozmawiać o rzeczywistości na podstawie pasków telewizyjnych." - Z całym szacunkiem one bardzo często się mylą. Myślę że pokazała się informacja, że o 11.00 jest konferencja prasowa pana premiera - ta wcześniej zaplanowana, dotycząca wyników gospodarczych i że zinterpretowano to tak a nie inaczej - wyjaśnił Michał Boni.
- Bardzo mnie martwi kreowanie rzeczywistości przez media - dodał.
W sondażu internetowym portalu Gazeta.pl internauci opowiedzieli się za tym, żeby kandydatem PO był "ktoś spoza czwórki": czyli nie Tusk, nie Komorowski, Sikorski i nie Schetyna.
Kilka dni temu,
dziennik "Polska" donosił, że taki scenariusz jest możliwy. Zamiast Donald Tuska w wyborach prezydenckich miałby wystartować Bronisław Komorowski. - Nie będę kandydował na prezydenta. Naszym kandydatem będzie Bronek - taki komunikat, według "Polski", przekazał Tusk na spotkaniu w wąskim gronie polityków PO.
Powód? To wybuch afery hazardowej i wymuszone nią zmiany. Nieoficjalnie znany plan zakładał bowiem objęcie prezydentury przez Tuska, fotela premiera - przez Schetynę i funkcji szefa klubu PO - przez Komorowskiego.
Jednak politycy PO nieoficjalnie podkreślają, że sytuacja w partii ciągle się zmienia: - Donald już dwa miesiące temu sugerował w pewnym momencie, że nie chce być prezydentem, bo nie chce zostać zamknięty w klatce, by potem zwołać naradę, na której padło ustalenie, że jeżeli zostanie prezydentem, to Komorowski pójdzie na szefa partii - usłyszała gazeta od jednego z nich.