Wczoraj podczas uroczystości z okazji obchodzonego na Ukrainie Dnia Jedności swą decyzję o nadaniu tytułu Banderze ogłosił ustępujący prezydent Wiktor Juszczenko. - To jest wewnętrzna sprawa Ukrainy i ja nie przypuszczam, i pan prezydent nie przypuszcza, żeby to było działanie wymierzone przeciwko komuś - zwłaszcza przeciwko Polsce - powiedział w
TVP "Info" Wypych. - Nasze relacje historyczne zawsze są trudne i bolesne, i nikt nie wymaże tych ponad 100 tys. ofiar - nie bójmy się tego słowa użyć - ludobójstwa na Kresach - dodał.
Według Wypycha, najważniejsze, że na Ukrainie "udała się" pierwsza tura wyborów. -
Ukraina dojrzała do demokracji - powiedział. Podkreślił, że prezydent
Lech Kaczyński będzie współpracował z każdym prezydentem Ukrainy, którego wybierze ukraiński naród. - Dla nas Ukraina jest krajem szczególnie ważnym, to jest nasz bardzo ważny partner - dodał prezydencki minister.
W reakcji na uhonorowanie Bandery, z prośbą o "stanowczą reakcję godną polskiego Prezydenta, dziedzica i powiernika narodowej pamięci" zwrócił się w liście do prezydenta Lecha Kaczyńskiego prezes Wspólnoty Małych Ojczyzn Maciej Eckardt. - Uprzejmie Pana proszę, by zwrócił się Pan do swojego przyjaciela i sojusznika politycznego, Wiktora Juszczenki, ze stanowczym apelem, by wycofał się z haniebnego wobec Polaków gestu nadania tytułu Bohatera Ukrainy Stepanowi Banderze" - napisał Eckardt.
Zdaniem przewodniczącego Prawicy Rzeczypospolitej Marka Jurka nadanie tytułu Banderze "oznacza klęskę polityki bezwarunkowego poparcia dla prezydenta Juszczenko prowadzonej przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego". - Tylko potępienie tych zbrodni otwiera pole do rzeczywistego wzajemnego zrozumienia. Przyszłości wzajemnych relacji nie można budować na zapomnieniu i przemilczaniu oraz na ignorowaniu praw naszych rodaków - napisano w oświadczeniu przesłanym przez Prawicę Rzeczypospolitej.