Znów zepsuty rządowy samolot. Saga bez końca?

Wiadomości >  Archiwum
ga
23.01.2010 09:27
A A A Drukuj
Samolot TU-154 M

Samolot TU-154 M (Fot. Maciej Zienkiewicz / AG)

Kolejna awaria Tu-154 uziemiła nie tylko polskich ratowników na Haiti. Na samolot będący w stanie przebyć dłuższe odległości nie mogą na razie liczyć ani prezydent ani premier.
Rządowy samolot TU-154 to największa maszyna do dyspozycji polskich politycznych ViP-ów. Może na pokładzie zmieścić ponad 150 pasażerów. 36 pułk specjalny lotnictwa transportowego ma tylko dwa takie samoloty. Jeden zepsuł się na Haiti, drugi remontowany jest w Moskwie. Co zostaje Lechowi Kaczyńskiemu i Donaldowi Tuskowi? - Jak-40, czyli mały samolot służący do przewozów regionalnych lub... czarter. Już za pięć dni w szwajcarskim Davos rozpocznie się Światowe Forum Ekonomiczne. Obecność na nim zapowiedzieli Lech Kaczyński i szef MSZ Radosław Sikorski. W Forum będzie uczestniczył też prezes NBP Sławomir Skrzypek. Czym polecą? Na razie nie wiadomo. Na szczęście samolot na Haiti po kilku godzinach został naprawiony.

Koniec ery Tu-154?

Lada chwila politycy będą też mieli możliwość skorzystania z dwóch brazylijskich Embraerów 175. Ministerstwo Obrony Narodowej zapowiadało w listopadzie, że od stycznia Tu-154 miały być zastąpione właśnie przez te maszyny. 80-osobowe Embraery będą tylko wypożyczone Siłom Powietrznym na kilka lat. Będzie to swego rodzaju leasing - bez konieczności wykupienia sprzętu na własność. Osobną sprawą jest przetarg na docelowe samoloty dla vipów. Od wielu lat kolejne rządy planują kupno nowych maszyn, ale do tej pory zawsze kończyło się na zapowiedziach.

"Samolot po prostu nie zapalił, bo miał zwyczaj po deszczu nie zapalać"

Awarii Tu-154 nie brakowało. Maszyny mają już kilkadziesiąt lat. Tu-154M to trójsilnikowy samolot transportowo - pasażerski średniego zasięgu jeszcze poradziecki, który nie ma najgorszej opinii wśród ekspertów. Ale psuć się lubi. Dwa lata temu awaria uziemiła maszynę w Mongolii. Lech Kaczyński, który spieszył się do Japonii na spotkanie z cesarzem, musiał lecieć z Ułan Bator wynajętym mongolskim samolotem (niestety cesarz - ze względu na stan zdrowia - odwołał spotkanie). W 2007 roku po awarii rządowego Tu-154 w Norwegii, delegacja musiała wracać z Narwiku wojskowym transportowcem. W 2004 roku z silnika Tu-154, którym premier Marek Belka leciał na szczyt Azja-Europa do Wietnamu, zaczęły wydobywać się kłęby dymu. Nasza delegacja poleciała doleciała do Hanoi samolotem chińskich linii lotniczych. - W Budapeszcie nasz samolot po prostu nie zapalił, bo miał zwyczaj po deszczu nie zapalać - wspominał swoje lotnicze przygody Józef Oleksy. - W Izraelu zrobiła się dziura w skrzydle i po 6 godzinach napraw wracaliśmy do kraju na własne ryzyko; w Norymberdze z premierem Millerem o mało nie spłonęliśmy wewnątrz samolotu - wspominał w 2004 roku b. premier.

Leszek Miller miał największego pecha z pamiętającą czasy PRL rządową flotą powietrzną. W grudniu 2003 r śmigłowiec Mi-8, na pokładzie którego znajdował się m.in. ówczesny premier, rozbił się po awarii obu silników w pobliżu Piaseczna. Leszek Miller trafił do szpitala.

Tagi:

Skomentuj:
Zaloguj się

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX