Dziennikarze "GW" przed sądem ws. Kurskiego. "Zobaczyliśmy to i szczęki nam opadły"

Marek Sterlingow i Marek Wąs zeznawali w procesie, jaki wytoczył Jacek Kurski Jackowi Karnowskiemu. W lutym 2009 prezydent Sopotu zwrócił uwagę, że - jego zdaniem - europoseł PiS-u w 2004 roku zbyt okazyjnie kupił kawałek ziemi i leśniczówkę niedaleko Sztumu i że sprawą powinno zająć się CBA. Ten zakup kilka lat temu szczegółowo opisywali trójmiejscy dziennikarze.
Jacek Kurski opisywał leśniczówkę jako zaniedbany, częściowo zniszczony domek. Na miejscu dziennikarze zobaczyli coś innego.

- Po prostu szczęki nam opadły. Pięknie położona, tuż nad jeziorem, w takiej niezwykle urokliwej okolicy. Wokoło lasy - opowiada Marek Sterlingow z "Gazety Wyborczej". - Nieruchomość letniskowa, której, uczciwie powiem, pozazdrościliśmy. W tym czasie sam chciałem kupić domek w lesie i za 20 tysięcy złotych do kupienia nie było nic. Rzeczoznawca powiedział nam, że "sam widok na jezioro wycenia na 100 tysięcy złotych" - dodaje dziennikarz.

Przed sądem dziennikarze zwrócili uwagę na ubogą rodzinę pracownika lasów państwowych mieszkającą niedaleko leśniczówki Kurskiego. Ich zdaniem, ta rodzina mogła wykupić domek z ogromną bonifikatą, ale była zbywana przez wójta. Mówiono im, że "teraz nie, może w przyszłości", więc nie złożyli wniosku o wykup tej nieruchomości. Zdaniem dziennikarzy, leśniczówka była już niejako "zamówiona dla Kurskiego".

"To bulwersuje"

W ich ocenie niewłaściwy był także sposób przeprowadzenia tej transakcji. - Pan Jacek Kurski jako wicemarszałek województwa służbowo jedzie do samorządowca ze swojego terenu z wizytą, a potem wieczorem, niby już po pracy, pyta, czy ma do sprzedania jakąś nieruchomość na jego kieszeń - mówi Sterlingow. - To mnie bulwersuje.

Kurski: Dziennikarze wyrządzili mi krzywdę


Zdaniem Kurskiego,dziennikarze źle ocenili stan jego domku i nie ma mowy o żadnych układach czy znajomościach. - Nigdy nie zapomnę łez moich dzieci i mojej żony, gdy zobaczyli te artykuły prasowe, wiedząc ile "krwawicy" nas to kosztowało - mówi europoseł. - Nie ma tu układów, żadnego Rycha, Mira, Zbycha czy mieszkania w kamienicy "jedno dla mnie, drugie na matkę" - ironizuje odnosząc się do afery hazardowej i zarzutów wobec Jacka Karnowskiego.

Kurski chce przeprosin oraz 5 tysięcy złotych na klub piłkarski Lechia Gdańsk. Finał tej sprawy 6 kwietnia.

Więcej o:
Komentarze (4)
Dziennikarze "GW" przed sądem ws. Kurskiego. "Zobaczyliśmy to i szczęki nam opadły"
Zaloguj się
  • heederman

    Oceniono 3 razy 3

    może się po pijaku utopi

  • Janusz Kaczor

    Oceniono 1 raz 1

    Jacek Kurski opisywał leśniczówkę jako zaniedbany, częściowo zniszczony domek. Na miejscu dziennikarze zobaczyli coś innego.
    Po prostu szczęki nam opadły. Pięknie położona, tuż nad jeziorem, w takiej niezwykle urokliwej okolicy. Wokoło lasy - opowiada Marek Sterlingow z "Gazety Wyborczej". - Nieruchomość letniskowa, której, uczciwie powiem, pozazdrościliśmy. W tym czasie sam chciałem kupić domek w lesie i za 20 tysięcy złotych do kupienia nie było nic. Rzeczoznawca powiedział nam, że "sam widok na jezioro wycenia na 100 tysięcy złotych" - dodaje dziennikarz.
    Przed sądem dziennikarze zwrócili uwagę na ubogą rodzinę pracownika lasów państwowych mieszkającą niedaleko leśniczówki Kurskiego. Ich zdaniem, ta rodzina mogła wykupić domek z ogromną bonifikatą, ale była zbywana przez wójta. Mówiono im, że "teraz nie, może w przyszłości", więc nie złożyli wniosku o wykup tej nieruchomości. Zdaniem dziennikarzy, leśniczówka była już niejako "zamówiona dla Kurskiego".
    "To bulwersuje"
    W ich ocenie niewłaściwy był także sposób przeprowadzenia tej transakcji. - Pan Jacek Kurski jako wicemarszałek województwa służbowo jedzie do samorządowca ze swojego terenu z wizytą, a potem wieczorem, niby już po pracy, pyta, czy ma do sprzedania jakąś nieruchomość na jego kieszeń - mówi Sterlingow. - To mnie bulwersuje.
    Kurski: Dziennikarze wyrządzili mi krzywdę
    Zdaniem Kurskiego,dziennikarze źle ocenili stan jego domku i nie ma mowy o żadnych układach czy znajomościach. - Nigdy nie zapomnę łez moich dzieci i mojej żony, gdy zobaczyli te artykuły prasowe, wiedząc ile "krwawicy" nas to kosztowało - mówi europoseł. - Nie ma tu układów, żadnego Rycha, Mira, Zbycha czy mieszkania w kamienicy "jedno dla mnie, drugie na matkę" - ironizuje odnosząc się do afery hazardowej i zarzutów wobec Jacka Karnowskiego.
    Kurski chce przeprosin oraz 5 tysięcy złotych na klub piłkarski Lechia Gdańsk. Finał tej sprawy 6 kwietnia.



    -

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX