Czytaj Oświadczenie Janusza Palikota>>> Do stłuczki doszło w ostatni piątek, w Suwałkach, przy ulicy 1 Maja. Około godziny 14. Leszek Dz. zatrzymał się przy ustawionych obok osiedlowej drogi garażach.
- Z parkingu wycofywał się land rover i uderzył w mojego forda - opowiada portalowi Wspolczesna.pl pan Leszek. - Zacząłem krzyczeć do kierowcy, machać rękoma i stukać w szybę, aby się zatrzymał. Tymczasem on odjechał, jakby nic się nie stało. Zdążyłem tylko spisać numery rejestracyjne
auta - relacjonuje wzburzony.
Suwalczanin nie zdołał zobaczyć, kto kierował
autem. Miał jednak świadków i wezwał na miejsce policję. Okazało się, że biały land rover należy do posła PO Janusza Palikota.
Palikot potwierdził portalowi Gazeta.pl, że faktycznie do stłuczki doszło, a feralnym kierowcą był jego pracownik Zdzisław Jastrzębski.
W specjalnym oświadczeniu poseł napisał m.in.:
"W ubiegły piątek 15.02.2010 roku w Suwałkach, pracownik spółki Dzierwany S.A., Pan Zdzisław Jastrzębski, jadąc moim białym Land Roverem nr rejestracyjny pojazdu LUB F 504, spowodował niegroźną stłuczkę i nieświadomy tego faktu odjechał z miejsca zdarzenia."
Jastrzębski sam skontaktował się z Wspolczesna.pl i oświadczył, że faktycznie był w Suwałkach, ale nie miał pojęcia, że spowodował kolizję. Tłumaczył, że widział, jak jakiś mężczyzna biegnie i wymachuje rękoma, ale myślał, że chce żeby go zabrać. - Nie zatrzymałem się, ponieważ w aucie nie było miejsca. Robiłem przecież zakupy - wyjaśnił.
W przysłanym oświadczeniu poseł napisał, że jest mu przykro z powodu tego co się stało i jednocześnie zobowiązał pracownika do złożenia wyjaśnień "we właściwym Komisariacie Policji w Suwałkach" i pokrycia kosztów naprawy.
Więcej na
Samochód Janusza Palikota staranował inne auto