- Sytuacja jest ustabilizowana, centrum miasta jest w naszych rękach - powiedział po godzinie 11 naszego czasu prezydent Afganistanu Hamid Karzaj, informując o końcu trwającej blisko 5 godzin bitwy. Talibowie zaatakowali dwa centra handlowe,
luksusowy hotel Serena, ministerstwa finansów i sprawiedliwości, a nawet pałac prezydencki, do którego na moment weszli.
- Celem ataku talibów były budynki rządowe w Kabulu. 20 uzbrojonych bojowników weszło do pałacu prezydenckiego. Niektórzy mieli na sobie kamizelki z materiałami wybuchowymi - chwalił się rzecznik talibów, Zabiullah Mujahid.
W zamachach przeprowadzonych przez talibów w Kabulu zginęło 10 osób, w tym dziecko. 38 zostało rannych. Wśród ofiar jest czterech terrorystów: jeden z nich wysadził się w powietrze przed pałacem prezydenckim, drugi przed centrum handlowym. W tym drugim ataku oprócz samobójcy ofiary to wojskowi i policjanci.
Atakom dokonywanym przez samobójców towarzyszył ostrzał rakietowy przeprowadzony przez ekstremistów, którzy przeniknęli do dzielnic znajdujących się poza ścisłym centrum miasta.
Dzisiejszy atak odbył się w dniu zaprzysiężenia części ministrów rządu afgańskiego. Był najpoważniejszym od wielu tygodni atakiem talibów na stolicę Afganistanu. Według ekspertów świadczył o zdolności ekstremistów do przenikania do centrum Kabulu i możliwości paraliżowania życia stolicy.
Obserwatorzy podkreślają, iż słabo wyszkolone siły afgańskie nie są w stanie dorównać wyszkoleniem talibom, a siły NATO kontrolują jedynie tereny znajdujące się w promieniu kilkunastu kilometrów od baz, w których stacjonują.