W prasie ukazały się ogłoszenia, w których Krzysztof Góralczyk, podpisany jako
szef Stronnictwa, ostrzega ewentualnych chętnych na zakup majątku partii. Atrakcyjne
nieruchomości m.in. w Warszawie, Krakowie, Szczecinie warte w sumie około 80 mln zł. W ogłoszeniu czytamy, że Paweł Piskorski nie jest już szefem partii, został z niej wykluczony, a wniosek o jego wykreślenie z rejestru partii politycznych leży już w Sądzie Okręgowym w Warszawie. Dlaczego w takim razie w siedzibie partii, za biurkiem szefa nadal siedzi Paweł Piskorski? - Sprawuje władze w sposób siłowy, tworząc swego rodzaju stan wojenny w Stronnictwie Demokratycznym. Sąd Rejestrowy w ogóle nie uznał nas za stronę i przyznał mu tą władzę - żali się Góralczyk. Ale - jak podkreśla - wyrok jest nieprawomocny, a postanowienie - po skargach - bada sądowy wizytator.
"Wykorzystał nasze otwarcie się" Piskorski miał być autorem powrotu Stronnictwa Demokratycznego do wielkiej polityki. - Cynicznie wykorzystał nasze otwarcie się, oszukując członków rozpoczął proces demontażu partii. Chce sprzedać majątek, a uzyskane pieniądze przeznaczyć na kampanię prezydencką Andrzeja Olechowskiego i budowę nowej formacji na gruzach SD. Piskorski zrobił nas w konia - przyznaje z rozbrajającą szczerością Góralczyk.
Protesty przeciwników nowego szefa jak na razie nie przynoszą skutku. Na sobotę SD pod wodzą Piskorskiego zaplanowano nadzwyczajny kongres partii. Zdaniem byłego szefa stronnictwa nielegalny. - Chce statut, który i tak dał mu ogromną władzę, zmienić tak żeby stał się statusem dyktatorskim - ocenia Góralczy.
Sam Piskorski tłumaczy, że chce zmienić statut partii aby usprawnić jej działanie. Do tej pory na czele Zarządu Głównego SD stoi przewodniczący, a Rady Naczelnej inna osoba. Zdaniem Piskorskiego takie rozwiązanie nie sprawdziło się.